Antydepresyjna piosenka
Nidoscigniony hydraulik
Matematykowi zepsul sie kaloryfer. Zawezwal wiec hydraulika, ten postukal
jakims kluczem, pokrecil i woda przestala cieknac.
Radosc matematyka szybko sie skonczyla, gdy fachowiec podal cene uslugi.
- Panie, ale to polowa tego co zarabiam.
- A gdzie pan pracuje?
- Na uniwersytecie.
- No to przenies sie pan do naszej firmy, pochodzisz pan, popukasz i zarobisz
pan cztery razy tyle co na tym calym uniwersytecie. Musisz tylko pan pojscc do
biura, zlozyc podanie i juz. Tylko podaj pan, ze masz pan siedem klas, bo
wyzsze wyksztalcenie u nas nie poplaca.
Matematyk zrobil tak jak poinstruowal go fachowiec.
Od tej pory jego dola wyraznie sie poprawila.
Ale pewnego dnia przyszlo zarzadznie o podnoszeniu kwalifikacji zalogi i
skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do wieczorowej klasy osmej.
Pierwsza lekcja - matematyka.
Nauczycielka wita wszystkich:
- Dzien dobry, bedziemy sie uczyc matematyki, na pewno wszyscy dostana
swiadectwo osmej klasy.A na razie przypomnimy sobie, co pamietamy jeszcze ze
szkoly.
Moze napisze pan wzor na pole kola - wskazala na matematyka.
Ten wstal podszedl do tablicy i zaczal wyprowadzac, bo akurat zapomnial wzoru.
Wyprowadza, wyprowadza, zapisal juz cala tablice i w koncu otrzymal
wynik "minus pi er kwadrat".
Ten minus mu sie nie podoba, wiec liczy od nowa.
Zmazal tablice, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem.
Zrezygnowany patrzy na klase baranim wzrokiem,
a wszyscy jak jeden maz szepcza:
- Zmien granice calkowania...!!!

     

  Do zwolennikow UE
Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
> Wiesz co mnie przeraża?
> Nieprzygotowanie Polaków do wejścia do Unii.
> Przecież wiadomo o naszych aspiracjach od lat, a dziś słyszę w TV
> wypowiedz zdziwonej pielęgnarki:
> 'żeby pracować w Niemczech wymagana jest znajomość jezyka niemieckiego,
> a nas tego nie uczyli w liceum zawodowym'.
> Ciągle czekaja ,że ktoś ich nauczy ,że ktoś im poda....
> To jest tragiczne.
> Patrzę na to wszystko przez pryzmat swoich doświadczeń i przygotowania
> się na wypadek wejścia do UE.Wojciechu ,mam realne obawy co do swojej
> firmy,że nie przeskoczę niektórych obwarowań.Mimo to zagłosuje na tak.
> Moje dzieci też , ale one są przygotowane na wszelkie ewentualności,
> bo inwestuję w ich naukę maksymalnie ile się da i wiem ,że nie zrobią
> zdziwionej minki naszej pielęgniarki.

Andrzeju
przejscie do nowej rzeczywistosci powinno byc ASEKUROWANE przez wladze. To ze
ludzie nie umieja sie znalezc w nowej sytuacji zawdzieczamy PRL-owi. Zobacz co
sie dzieje w szkolnictwie wyzszym. Ksztalcenie stalo sie LUKSUSEM. Na scianie
wschodniej pensja 1 tys zl to MARZENIE. Jak bez wsparcia PANSTWA ma taki ktos
wyksztalcic np. 2 dzieci? Zobacz co sie dzieje w dostepie do internetu. Gdzie
tu jest rzad? Nalezalo podzielic, wzorem USA, TPSA na 3 lub 4 firmy i niech
miedzy soba konkuruja. Wtedy dostep do internetu bylby powszechny. Ale co
Kulczyk musial lyknac swoje.
Widzisz jak ladnie przeniosles WINE na prymitywny ludek.
Pozdrawiam Wojciech

  To moze dla odprezenia...
matma
Matematykowi zepsul sie kaloryfer. Zawezwal wiec hydraulika,
ten postukal jakims kluczem, pokrecil i... woda przestala
cieknsc. Radosc matematyka szybko sie skonczyla, gdy fachowiec
podal cene uslugi.
(m)- Panie, ale to polowa tego co zarabiam.
(h)- A gdzie pan pracuje?
(m)- Na uniwesytecie.
(h)- No to przenies sie pan do naszej spóldzielni,
pochodzisz pan,popukaszi zarobisz pan cztery razy tyle co na tym
calym uniwersytecie. Musisz tylko pan pójsc do biura, zlozyc
podanie i juz.
Tylko podaj pan ze masz pan siedem klas, bo wyzsze wyksztalcenie
u nas nie poplaca. Matematyk zrobil tak jak poinstruowal go
fachowiec. Od tej pory jego dola wyraznie sie poprawila. Ale pewnego
dnia przyszlo zarzadznie o podnoszeniu kwalifikacji zalogi i
skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do wieczorowej klasy
ósmej.
Pierwsza lekcja - matematyka.
Nauczycielka wita wszystkich:
(n)- Dzien dobry, bedziemy sie uczyc matematyki, na pewno
wszyscy dostan swiadectwo ósmej klasy. A na razie przypomnimy
sobie, co pamietamy jeszcze e szkoly.
Moze napisze pan wzór na pole kola -wskazala na matematyka.
Ten wstal, podszedl do tablicy i zaczal wyprowadzac, bo
akurat zapomnial, wzor. Wyprowadza, wyprowadza, zapisal juz cala
tablice i w koncu dostal wynik "minus pi-er kwadrat". Ten minus
mu
sie nie podoba, wiec liczy od nowa. Zmazal tablice, znowu zapisuje
wzorami i znowu wynik z minusem. Zrezygnowany patrzy na klase
oczekujsc podpowiedzi, a tam wszyscy jak jeden mąż szepcza:
- Zmien granice całkowania

  podanie do rektora uczelni.
podanie do rektora uczelni.
Muszę napisać podanie do rektora uczelni w sprawie przeniesienia z studiow
dziennych na zaoczne. I tak sobie zdałem teraz z sprawę z faktu, że jestem
kaleki jeżeli chodzi o pisma formalne.

Studenci pomóżcie. Jak to napisać???
jakiś wzór ustalony?
Na kompie czy odręcznie?

pozdrawiam i dzięki z góry
vILQ

     

  Kto wygra wybory? Kto będzie rządził Ząbkami?
libromante napisał:

"Pozatym, trudno się z Tobą rozmawia bo każda polemika to wg. Ciebie atak. ...
Dlaczego używać innych metod niż Ty sam. Dlaczego oczekujesz odemnie bym
odpowiadał na Twoje pytania skoro sam postępujesz inaczej."

Podaj choć jeden przykład, kiedy na mój temat wyowiedziałeś się pozytywnie,
obiektywnie, kiedy pochwaliłeś Laskowskiegoza to czego dokonał w mijającej
kadencji.

Tym się różnimy, że ja w przeciwieństwie do ciebie nie oczerniam ludzi, nie
pomawiam ich, nie insynuję, że jest osobą z tzw. półświatka.
Używasz w swoich postach metod zaczerpniętych z Kurskiego, który to dziękki
brudnej kampanii wywalczył dla PiS zwycięstwo. To samo narzedzie chcesz
przenieśc na grunt ząbkowski. Natomiast ja nie uważam, aby to było dobre.

Jeśli uważasz, że takie metody mają przynieść sukces twojej wybranej partii, to
stosuj je dalej. To tylko świadczy źle o samym PiS.

pozd.
krzysztof laskowski

ps. twoje wypowiedzi typu "grupa zakompleksionych chłopczyków w przykrótkich
spodenkach" są prawie cytatami wypowiedzi Boksznajdera i jak widać nie boisz
się z niego brac wzoru :(

  Śmiechoterapia
Matematykowi zepsul sie kaloryfer. Zawezwal wiec hydraulika, ten postukal
jakims kluczem, pokrecil i woda przestala cieknac. Radosc matematyka szybko sie
skonczyla, gdy fachowiec podal cene uslugi.
- Panie, ale to polowa tego co zarabiam.
- A gdzie pan pracuje?
- Na uniwersytecie.
- No to przenies sie pan do naszej spóldzielni, pochodzisz pan, popukasz i
zarobisz pan cztery razy tyle co na tym calym uniwersytecie. Musisz tylko pan
pójsc do biura, zlozyc podanie i juz. Tylko podaj pan, ze masz pan siedem klas,
bo wyzsze wyksztalcenie u nas nie poplaca. Matematyk zrobil tak jak
poinstruowal go fachowiec. Od tej pory jego dola wyraznie sie poprawila.
Ale pewnego dnia przyszlo zarzadznie o podnoszeniu kwalifikacji zalogi i
skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do wieczorowej klasy ósmej.
Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich:
- Dzien dobry, bedziemy sie uczyc matematyki, na pewno wszyscy dostana
swiadectwo ósmej klasy. A na razie przypomnimy sobie, co pamietamy jeszcze ze
szkoly. Moze napisze pan wzór na pole kola - wskazala na matematyka. Ten wstal
podszedl do tablicy i zaczal wyprowadzac, bo akurat zapomnial wzoru.
Wyprowadza, wyprowadza, zapisal juz cala tablice i w koncu otrzymal
wynik "minus pi er kwadrat".
Ten minus mu sie nie podoba, wiec liczy od nowa. Zmazal tablice, znowu zapisuje
wzorami i znowu wynik z minusem. Zrezygnowany patrzy na klase oczekujac
podpowiedzi, a wszyscy jak jeden maz szepcza:
- Zmien granice calkowania.

  Uśmiechnij się !!!
Hydraulik-matematyk
Matematykowi zepsuł się kaloryfer. Wezwał więc hydraulika, ten postukał jakimś
kluczem, pokręcił i kaloryfer został naprawiony. Radość matematyka szybko się
skończyła, gdy fachowiec podał cenę usługi.
- Panie, ale to połowa tego co zarabiam jako profesor na uniwersytecie!
- No to przenieś się pan do naszej spółdzielni, pochodzisz pan, popukasz i
zarobisz pan cztery razy tyle co na tym całym uniwersytecie. Musisz tylko pan
pójść do biura, złożyć podanie i podać, że masz pan siedem klas, bo z wyższym
nie wezmą.
Matematyk zatrudnił się i zaczął zarabiać niezły szmal.
Ale pewnego dnia wyszło zarządzenie o podnoszeniu kwalifikacji załogi i
skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do wieczorowej klasy ósmej.
Pierwsza lekcja - matematyka.
Nauczycielka każe naszemu matematykowi napisać zwór na pole koła. Ten wstal,
podszedł do tablicy i zaczal wyprowadzac wzór, bo akurat zapomniał. Męczy się,
wyprowadza, zapisał całą tablicę i wychodzi mu "minus pi-er kwadrat". Liczy
znowu, ale nie wychodzi. Zrezygnowany patrzy na klasę, a wszyscy jak jeden mąż
szepczą:
- Zmień granicę całkowania...

  Kto chce niech czyta - fizyka
Zbyszku!

Piszesz, że nie rozumiesz jakiej definicji nie ma? Chodzi o
pojęcie "matematyka" i zajrzyj do encyklopedii, to się przekonasz.
Ludzkość żyła, ewolucja trwała, a nikt o matematyce nawet pojęcia nie miał.
Podałeś wzór Pitagorasa, nie wiem czy wiesz o tym, że Pitagoras zobowiązywał
wszystkich swoich uczni (wszyscy musieli przysięgać, że nigdy i pod żadnym
pozorem) do nie ujawniania, ile jest pierwiastek z 2. Chodziło o
dość "przyziemną" sprawę, znając wartość pierwiastka z 2, można było, mając
sznurek, na dowolnej długości wyznaczać kąt prosty. Taka umiejętność w tamtym
czasie, dawała bardzo duże zyski materialne, można było dobrze sobie żyć,
dostatnio, bez zbędniej pracy. Archimedes osiągnął już wszystko co może dać
matematyka, bez rachunku różniczkowego i całkowego, bo ten powstał dużo później
(Newton, Leibniz). Ludzkość rozwijała się, a rachunku różniczkowego nie znała.
Może wszystko zależy, tak jak piszesz, że wszystko to matematyka, ale znajomość
jej nie jest tak konieczna. Dinozaury jej nie znały, a żyły i to dobrze.
Piszesz także o programowaniu dla komputerów, to też tylko twór ludzki, bo
procesor dziła tylko w systemie dwójkowym (jest napięcie lub go nie ma) i
wykonuje tylko 5 operacji - zapisz, przenieś, usuń, przesuń w lewo, przesuń w
prawo. Krótko mówiąc, Newton twierdził, że Bóg to doskonały mechanik, Ty, że
doskonały matematyk i można się z tym zgodzić. Pozostaje tylko pytanie, co było
pierwsze, prawa przyrody, do ktorych opisania była potrzebna matematyka, czy
może pierwsza matematyka, a prawa przyrody miały spowodować jej "wykrycie"?

  Dlaczego Tusk tak perfidnie manipuluje???
Precyzja w dwóch zdaniach:
Donald Tusk mówi, że powinnismy wprowadzic podatek liniowy wzorujac sie na
modelu brytyjskim i amerykanskim, ale tamte modele wcale nie maja liniowego.
Dlatego jest to manipulacja.

Polska to nie GB ani Irlandia. Przeniesienie żywcem ich rozwiązań pewno
> spaliłoby na panewce. Stąd "należy się wzorować". Ale to za mało, aby ich
> dogonić musimy rozwijać się szybciej od nich a więc musimy sięgać po śmielsze
> pomysły. Stąd "podatek liniowy" :)

O, przeniesienie zywcem nie, tylko "wzorowanie sie".
Mozesz podac mi ten wzór?

  UŚMIECHNIJ SIĘ!!!
Matematykowi zepsuł się kaloryfer. Zawezwał więc hydraulika, ten postukał jakimś
kluczem, pokręcił i woda przestała cieknąć. Radość matematyka szybko się
skończyła, gdy fachowiec podał cenę usługi.
- Panie, ale to polowa tego co zarabiam.
- A gdzie pan pracuje?
- Na uniwersytecie.
- No to przenieś się pan do naszej spółdzielni, pochodzisz pan, popukasz i
zarobisz pan cztery razy tyle co na tym całym uniwersytecie. Musisz tylko pan
pójść do biura, złożyć podanie i już. Tylko podaj pan, ze masz pan siedem klas,
bo wyższe wykształcenie u nas nie popłaca.
Matematyk zrobił tak jak poinstruował go fachowiec. Od tej pory jego dola
wyraźnie się poprawiła. Ale pewnego dnia przyszło zarządzenie o podnoszeniu
kwalifikacji załogi i skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do wieczorowej
klasy ósmej. Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich:
- Dzień dobry, będziemy się uczyć matematyki, na pewno wszyscy dostana
świadectwo ósmej klasy. A na razie przypomnimy sobie co pamiętamy jeszcze ze
szkoły. Może napisze pan wzór na pole koła - wskazała na matematyka.
Ten wstał podszedł do tablicy i zaczął wyprowadzać, bo akurat zapomniał wzoru.
Wyprowadza, wyprowadza, zapisał już cala tablice i w końcu otrzymał wynik "minus
pi er kwadrat". Ten minus mu się nie podoba, wiec liczy od nowa... Zmazał
tablice, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem. Zrezygnowany patrzy na
klasę oczekując podpowiedzi, a wszyscy jak jeden mąż szepczą:
- Zmień granice całkowania...

  wzor podania o przeniesienie
wzor podania o przeniesienie
prosba do kogos kto ma jakies doswiadczenie w tej kwestii. interesuje mnie
jak mam napisac podanie do dziekana o przeniesienie z innej uczelni na ten
sam kierunek z zaliczeniem pierwszego roku. jak sformulowac? jak uzasadnic? i
jak sie przygotowac na rozmowe?

  wypowiedzenie
tu znajdziesz wzor www.i-resign.com/uk/letters/letters.asp nie nie zwroca
Ci nic mozesz przeniesc skladki do innej firmy a jesli wracasz do polski napisac
podanie o przeniesienie skladek do ZUS... czyli i tak praktycznie jak kamien w
wode ;)))

  Centrrum Interwencji Kryzysowej
Wpływ jest oczywisty, Kamila Kardas stara się przenieść swoje doświadczenia
zawodowe na potrzeby Dzielnicy - nie widzę w tym nic złego. Poza tym nie
postawiłem wymienionego przez Ciebie CIK jako wzór, który mamy nasladować, ale
rysowałem koncepcję jaka rodziła się w Dzielnicy. Zauważ, że na stronie podane
jest że Ośrodek powinien być czynny calodobowo, trudno żebym odpowiadał za
jednostkę, która funkcjonuje nie właściwie, bo ktoś nie odebrał telefonu. To, że
CIK Mokotowski współpracuje z OPS-em nie podważa w ogóle krytyki tej
nieefektywnej instytucji przez mnie. Przypominam również, że nie twierdziłem, że
CIK ma zastąpić OPS ale go uzupełnieć, być ewentualnie wstępem do jego reformy.
Z rozmów przeprowadzonych przez mnie wynika, że CIKi są potrzebne i jest
zapotrzebowanie na taką pomoc. No cóż mam wrażenie, że szukacie dziury w całym,
zarzuty typu: "niestety mamy
jeszcze wielu radnych, którzy zwykłego pozwu o alimenty, czy zawiadomienia o
przemocy nie potrafiliby właściwie napisać i właściwie skierować!/, a co mówić
o pomocy w poważniejszej sprawie" - Marcyk 60, nie są merytoryczne, nie odnoszą
się do meritum sprawy. Coż wypad mi stwierdzić, że dalszą dyskusję na forum
uznaję za bezprzedmiotową gdyż faktycznie wytraca ona swój merytoryczny
charakter. Zainteresowanych zapraszam do merytorycznej dyskusji z inicjatorkami
projektu na dużurach radnych, ewentualnie mogę zorganizować spotkanie
poświęcone tylko temu problemowi, z udziałem przedstawicieli CIK, OPS-u i
radnych, jeżeli jesteście zainteresowani, powiedzmy na początku marca -
zasugerujecie odpowiadające wam terminy. Pozdro

  Klęska Bojar - rozmowa z prof. Konradem Kuczą- ...
Bojary to ostatni ślad łączności Białegostoku z jego historią a historii nie
zmienisz. Nie da się spalić wszystkiego co drewniane, zapomnieć i wmawiać sobie
i przyjezdnym, że u nas, panie, zawsze tylko murowane budowano.
W porównaniu z innymi miastami Białystok jest miastem młodym.
Budowano tu z takich materiałow jakich był dostatek czyli z drewna.
Gdzieś we Włoszech, Hiszpanii, Francji czy Niemczech był o prosty do obróbki
kamień czy bogate złoża gliny na cegłę.
Więc drewna i naszej swojskiej architektury nie potrzeba się wstydzić.
Nie przeniesie się też tradycyjnej zabudowy małych miasteczek z Wielkopolski bo
byłoby to zakłamywanie historii.
A jeśli chodzi o Zabojadów czy Germańców to tylko dałem przykład, że inni
potrafią dbać o swoje dobra kultury i nie dają wcisnąć obcych wzorów.
Ze można mieszkać nowocześnie w starym z wyglądu domu.
Nawiasem mówiąc to nie o Germańców(Niemców?) ale Austriaków chodziło bo
południowy Tyrol nie leży w Niemczech.

Gość portalu: zżź napisał(a):

> A to dziwne! Bo to porównanie było dobre, można by jeszcze podać parę dobrych
> przykładów ze Skandynawii.
> Nie zdziwiłbym się gdybyś pochwalił porównania do niezabudowywania Lasku
> Bulońskiego, Hyde Parku czy ogrodów Tulerie, ale żeby Cię rajcowała
porównania
> Bojar do jakiejś wsiowej zabudowy Żabojadów i Germańców, a jeszcze na dodatek
i
>
> góralskiej?

  marcinkiewicz i jego ukochani muzułmanie
ja nie staram się was przekonać abyście znienawidzili arabów - chodzi mi tylko
o zwrócenie wam uwagi abyście się z nimi nie spoufalali, jako przykład podaje
Londyńczyków, którzy także mieli przyjaciół wśród arabskich terrorystów a mimo
to zginęli w autobusach z ich ręki - chodzi mi też o zwrócenie wam uwagi na
premiera Marcinkiewicza, który zamiast zająć się problemem bezrobocia w kraju
przeprasza muzułmanów, których większość nienawidzi katolików; islam to wbrew
pozorom bardzo niebezpieczna religia (mimo że islam skradł większość pomysłów z
religi katolickiej i przeniósł na swój grunt), zwróćmy uwagę, że wyznawcy
islamu od wieków zachowują się tak samo - jak barbarzyńcy - w krajach
muzułmanskich wyznawca innej religi niż islam to samobójca; jako wzór do
nasladowania można podać tu Izrael - państwo to stara się za wszelką cenę
odizolować od tych barbarzyńców - budowa muru to w ich przypadku bardzo słuszne
posunięcie zasługujące na pochwałę - dzięki temu i dzięki atakowi USA na Irak
zamachy w Izraelu zdarzają się teraz żadko; zwróćmy także uwagę na Francję,
która przygarnęła po II wojnie światowej ogromną ilość arabów - a teraz ma z
nimi ogromne problemy, wystarczy iskra by rozjuszyć tych barbarzyńców jak to
miało miejsce niedawno

  rozloczenie małej wspólnoty w urz. skarb. CIT8 i 0
"djch" prosił o podanie, w krórych pozycjach druku CIT wpisać odpowiednie kwoty
(przychody, koszty). Ja mam ten sam problem. Mam wypełnić po raz pierwszy CIT-8
dla naszej Wspólnoty. Mam już przygotowane sprawozdanie finansowe (wzór
z "Rzeczypospolitej" , czyli wszystko mam policzone, wszystko się zgadza... ale
jak te dane przenieśc do CIT 8, gdzie wpisać koszty gdzie przychody? w które
POZYCJE 25 czy 27....itd ?. Czy ktoś może pomóc ?

i jeszcze jedno pytanie... jeśli właściciele mają "dodatkowe nadpłaty", tzn.
niektórzy wpłacali więcej niż wynosiły zaliczki .... jak wykazać te wpłaty
jako "przychód dodatkowy" ? czy w CIT uwzględnia się gdzieś stan konta?

- z góry dziękuję za odpowiedź

  Różności pełne serdeczności 4
Dzieńdoberek wszystkim.
Szczęścia i Zdrowia życzę. A i nowo przybyłe dobre dusze serdecznie
witamy (wraz z 13), co ja słyszę? Ogólne kłopoty z pocztą gazetową?
proponuję przenieść się na Gmail.
1. Prostszy,
2. Łatwiejszy w obsłudze,
3. ma możliwości rozwojowe (ciągle się powiększa),
4. a co najważniejsze, to zdjęcia zamieszczać można i plikami
przesyłać. Tzn. zaproszenia wysyłać do oglądania dzięki Picassa 2.
(i to wielojęzycznie).

Wobec powyższego.
a. Nowe adresy mailowe na mój @ w celu uzupełnienia, zaktualizowania
i poprawionych rozesłania do zainteresowanych. Proszę.

b. Bydgoszczanin proszony jest o podanie danych w niżej podanym
wzorze.
Imie/Nick/Imieniny/Urodziny/miejsce zamieszkania/ Gadu-Gadu lub
Skype/ Mail
Dane będą umieszczone w Forumowej Liście Obecności (czytaj F.L.O.)

  Uśmiechnij się !!!
Matematyk
Matematykowi zepsul sie kaloryfer. Zawezwal wiec hydraulika, ten postukal
jakims kluczem, pokrecil i... woda przestala cieknac. Radosc matematyka
szybko sie skonczyla, gdy fachowiec podal cene uslugi.
(m) - Panie, ale to polowa tego co zarabiam.
(h) - A gdzie pan pracuje?
(m) - Na uniwesytecie.
(h) - No to przenies sie pan do naszej spóldzielni, pochodzisz pan,
popukasz i zarobisz pan cztery razy tyle co na tym calym uniwersytecie.
Musisz tylko pan pójsc do biura, zlozyc podanie i juz. Tylko podaj pan ze
masz pan siedem klas, bo wyzsze wyksztalcenie u nas nie poplaca.
Matematyk zrobil tak jak poinstruowal go fachowiec. Od tej pory jego dola
wyraznie sie poprawila. Ale pewnego dnia przyszlo zarzadzenie o podnoszeniu
kwalifikacji zalogi i skierowano wszystkich tych co mieli 7 klas do
wieczorowej klasy ósmej.
Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich:
(n) - Dzien dobry, bedziemy sie uczyc matematyki, na pewno wszyscy dostaną
?wiadectwo ósmej klasy. A na razie przypomnimy sobie, co pamietamy jeszcze
ze szkoly. Moze napisze pan wzór na pole kola - wskazala na matematyka.
Ten wstal, podszedl do tablicy i zaczal wyprowadzac, bo akurat zapomnial,
wzor. Wyprowadza, wyprowadza, zapisal juz cala tablice i w koncu dostal
wynik "minus pi er kwadrat". Ten minus mu sie nie podoba, wiec liczy od
nowa. Zmazal tablice, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem.
Zrezygnowany patrzy na klase oczekujac podpowiedzi, a wszyscy jak jeden maz
szepcza:
(klasa): - Zmien granice calkowania!

  Religia w szkołach jest zgodna z Konstytucją RP
czytałeś informacje z podanego linku?Oto fragment opowiadania (byłego) księdza-alkoholika:
Pierwsza parafia to był szok: proboszcz współżył z gospodynią, która była jego rodzoną siostrą. Przychodziła do mnie i żaliła się, miała ogromne wyrzuty sumienia. Poszedłem do proboszcza i powiedziałem mu, że powinien się leczyć. Natychmiast zostałem przeniesiony, a biskup powiedział mi, że gospodyni cierpi na zaburzenia psychiczne i mam uważać sprawę za zamkniętą. W drugiej parafii nie było kazirodztwa, po prostu proboszcz oficjalnie mieszkał z gospodynią i dorastającą córką. Ten wzór cnót uważał, że wikarzy są źli, bo mało pracują, późno wracają do domu, zmieniają samochody i nieodpowiednio się ubierają. Wszystko opowiadał przy koniaczku biskupowi, a ja wciąż lądowałem na dywaniku.

  szydelkowanie
Ja tez szukam od jakiegos czasu i sprawa wyglada bardzo kiepsko. Raz udalo mi
sie kupic czasopismo z wzorami, jak sie bardziej wczytalam to wyszlo, ze
wydawca jest z USA. Tytul 'Crochet' ale nie jestem pewna. Kupilam to rok temu w
malej miescince na poludniu Anglii, a teraz, gdy przenioslam sie do Londynu,
nie moge tego czasopisma znalezc. Wypozyczylam tez raz ksiazke o szydelkowaniu
z biblioteki, problem w tym, ze zarowno to czasopismo jak i ksiazka mialy inny
system rysowania wzorow, troche mi zajelo czasu zrozumienie o co w tym wzorze
chodzi. Znalazlam sklep niedaleko mnie gdzie kupuje kordonki, maja tez tam
wzory do kupienia ale sami sie przyznaja, ze szydelko jest tak niepopularne, ze
im sie nie oplaca sciagac nowych wzorow. Te ktore maja zupelnie mnie nie
zaiteresowaly. Generalnie zaopatruje sie w czasopisma za kazdym razem gdy jade
do Polski, szukam tez nowych wzorow na stronie internetowej z Rosji. Nie pisze
z domu wiec linku nie podam dzisiaj. Jakbys znalazla cos ciekawego to daj znac,
ok?

  Uszkodzono metro na placu Grunwaldzkim
! breaking news !
BRAKING NEWS:

prezydent Dutkiewicz ogłosił sankcje gospodarcze przeciwko USA.
Na wieść o obłożeniu USA sankcjami giełdy w Londynie, Paryżu i Frankfurcie
zawiesiły obrót akcjami firm amerykańskich a Rada Bezpieczeństwa ONZ
zadecydowała o przeniesieniu swej siedziby do Genewy.

Prezydent Dutkiewicz zażądał ekstradycji Busha w terminie 48 godzin. Nasza
rzeczna Marynarka Wojenna opuściła już swe cumowiska i oczekiwane jest, że w
przeciągu czterech dni może rozpocząć się morska blokada USA.

Kurs dolara do złotówki pobił rekord wszechczasów: za 100 dolarów USA można dziś
kupić zaledwie 42 grosze polskie.

Nasz konsulat w Chicago został dosłownie zalany przez falę 2,5 miliona podań
osób twierdzących, że mają polskich przodków i pragnących powrócić z USA do Polski.

W związku z dramatycznym rozwojem sytuacji wrocławska nieformalna grupa
patriotów skupiona wokół forum skyscrapercity powołała obywatelskie patrole
strzegące granic Polski przez zalewem nielegalnie przesiąkających do naszego
Boskiego Miasta gringos. Od tej pory każdy, kto z bezmyślnym wyrazem twarzy
żując gumę zostanie złapany we Wrocławiu w mokrych spodniach zostanie
natychmiast wydalony z powrotem za Odrę.

Celem ochrony granicy z Czechami premier Marcinkiewicz po konsultacji z
prezydentem Dutkiewiczem podjął decyzję o budowie muru wzorem granicy
Izraelsko - Palestyńskiej. Budowę nadzorować będą emerytowani fachowcy z DDR.

  Uwaga nietolerancja! (dziecko zaszczute w szkole!)
Dobrze uslyszec, obieltywna opinie na temat mojego rzekomego chamstwa.
Przyznaje sie, moje wypowiedzi byly dla May'i bardzo ostre, i biore pelna za
nie odpowiedzialnosc, niezaleznie jak zostana ocenione. Jestem przeciwniczka
wszelkiej nietolerancji i zdecydowanie uwazam, ze wiele wzorow australijskiej
szkoly warto bylobu przeniesc do Polski, zgadzam sie tez z opinia mojej
adwersarki, ze australia jest miejscem, gzdie wychowuje sie dzieci w duchu
tolerancji. Sa to dzialania zamierzone i chwala im za to. Nie zgadzam sie
jednak, ze mobbing, zaszczuwanie i inne tego rodzaju problemy tutaj nie
wystepuja. Sama bylam swiadkiem wielu, pisze sie tez o nich w prasie, mowi w
telewizji. Plus dla tutejszych mediow, ze sie tym zajmuja, bo to ma duzy wplyw
wychowawczy. Ot tyle.

rasizm jest tez zjawiskiem wystepujacym dosc czesto, ale ze wzgledu na tzw.
political corectnes, nie jest publicznie demonstrowany. Bylam jednak swiadkiem
wielu przejawow dyskryminacji rasowej nawet w urzedach panstwowych - jest
zawoalowana, nie mozna sie wlasciwie do tego przyczepic, ale doskonale wiadomo
o co chodzi, kiedy np, ciemnoskory klient czeka godzine na obsluge, ktora nic
nie robi, a wlasciwie przeklada papierki, a gdy tylko biala osoba pojawi sie w
biurze jest obslugiwana w pierwszej kolejnosci. Przyklady mozna by mnozyc, ale
nie oto chodzi.

Ot to tyle rzeczowej informacji, ktora powinna byla podac zapewne przed
wdawaniem sie w polemike z Maya.

  BRZEZINY - jakies nowiny?
> pytanie: czy ktos z was robil zmiany scianek, odplywow? czy macie to, co
> chcieliscie, ile mniej wiecej kosztuje taka przyjemnosc (mam w umowie, ze za
> zmiany mam zaplacic) dajcie znac..
> dzieki,
> Fly

Witam, jestem lokatorem I etapu - "na ścieżce wojennej" ze spółką. Odpowiadając
na Twoje pytanie, robiłem: przeniesienie odpływu i ujęcia wody (przeniesienie
kuchni), 2 dodatkowe gniazdka internetowe, 2 dodatkowe gniazdka telewizyjne.
Policzyli mi niezbyt dużo, bo 320 zł. Ogólnie zmiany zgodnie z projektem i nie
można narzekać, chociaż warto ich kontrolować, bo początkowo zrobili mi dwa
odpływy (jeden zgodny z oryginalnym projektem i jeden przeniesiony) i dopiero
po mojej interwencji jeden zlikwidowali.

A z innej beczki. Byłem dziś podpisać akt notarialny. Nic z tego nie wyszło, a
notariusz złapał się za głowę. To zasługa naszej wspaniałej spółki. A co się
okazało?
1. Agroman poprosił mnie o dane do aktu. Podałem też dane żony, bo mamy
wspólnotę majątkową. Facio z Agromana zarzekał się, że to absolutnie
niepotrzebne. Spytałem, czy żona nie musi być obecna przy podpisywaniu aktu.
Powiedział, że nie i że nawet jej dane nie są potrzebne, ale po moich
naleganiach (że jak nie będą potrzebne, to może je wyrzucić) wziął. Dziś u
notariusza okazało się, że nie ma mowy o podpisaniu aktu bez żony. To tylko
pokazuje znajomość prawa w tej spółce (i daje pewne widoki na wygrane sprawy w
sądzie :))
2. Agroman podał notariuszowi powierzchnię mieszkania o metr większą, niż
wynikało z ich własnych pomiarów (lokal po ostatecznym rozliczeniu). Dobre, nie?
3. Agroman nie przekazał mi wzoru aktu notarialnego, żebym się z nim zapoznał,
choć powinien to zrobić, zgodnie z umową z kancelarią. (Tu notariusz znów
złapał się za głowę).

A w ogóle zamierzam się z łobuzami procesować o kary umowne.

Pozdrawiam,
obi.

  Czy Harry Potter to film dla dzieci?
TYLKO SWINIE SIEDZA W KINIE !
Kiedy zamkna w polsce kina? Ja nie chce ogladac Zydow nawet na ekranie.
"Pianista" jest o Zydzie w Polsce. Ja chce widziec film o Polaku w Polsce.

W niemieckim tygodniku "Der Spiegel" reporter szydzil z Polakow, ze dumni sa
z tego, iz rezyser "Pianisty" dostal nagrode, bo Polakom wydaje sie, ze ten
rezyser jest Polandzki.

On w kazdym filmie pokazuje diabla. Dlaczego on nie zauwazyl tez Boga? Czy
dlatego, ze jego filmy beda ogladac goje? Im, on uwaza, trzeba wpoic
wszsytkie zlo ludzkiej i diabelskiej natury, demoralizowac ich krok za krokiem,
filmem za filmem. Zarazem atrakcja zla zrobic kase wieksza niz zbiorki podczas
mszy w kosciele.

Fale radiowe na terytorium polskim naleza do narodu. Kiedy Polacy odbiora
Zydom polska telewizje?

"Harry Potter" wpaja dzieciom okultyzm, wiare, ze sily nadprzyrodzone sa
dostepne bez Boga. Rob na co masz ochote, bo wszystko tobie sie nalezy,
zaslugujesz na kazda zachcianke. Mistycyzm mozna osiagnac guslami, czarami,
zakleciami. Wystarczy zaprzedac dusze diablu. Mlodym podaje sie relatywizm
religijny z rozrywka, tak jak zwierzetom w zoo witaminy z zarciem. Z tym, ze
dla dzieci katolikow i chrzescijan okultyzm jest trucizna. Wyrosna bez
odpornosci na propagande syjonistow np. o Drugim Przyjsciu Chrystusa:

W Jerozolimie tzw. Zydzi "odbuduja" palac Salomona i Swiatynie Jerozolimska,
choc nikt nie wie jak one wygladaly i gdzie staly.

Wtedy Mosiek Goldberg, legitymujacy sie paszportem tzw. Izraela w Palestynie,
wystapi jako Drugi Chrystusa. Wyrzuci on oltarz ze Swiatyni i zasiadzie na
tronie. Przeniesie on ONZ z NY do Palacu Salomona i zrobi tam czystke
personalna.

Oglosi sie Bogiem jedynym wszystkich religii i krolem ziemi i wszechswiata na
wieki wiekow po wieczne czasy.

Papiez naonczas przybiezy, padnie na twarz slawiac boskosc Moska i poda sie
do dymisji.

Przed opustoszalym Watykanem pejsaci wybrani przybija tablice z napisem:
"Muzeum Holocaustu, Nietolerancji i Katolickiego Wstydu. Anno Domini 1."

Taki Szpilberg czy inna nuda, Zanussi zamykaja ciemniakow-gojow w ciemnicach
kinowych i puszczaja im "docudramy" z listy szwindlera, modelujac mozgi
polskich najmitow dla przyszlych osadnikow zydowskich w "polskim regionie" UE
na wzor Palestynczykow w Palestynie.

  meble kuchenne IKEA - warto?
Wielokrotnie widziałem prześciganie się firm w wydłużanie okresu gwarancji.

Uważam, że w przeważającej większości (~80%/20%) są to blefy.
Mogę podać kilka przykładów z ostatniego roku.

Producent podłóg panelowym, bezklejowych marki classen oferował 15 lat
gwarancji pod warunkiem ułożenia wg załączonej instrukcji montażu. Mało kto ją
czytał - drobny maczek, rysunek niezbyt jasny - typowe znamiona. Pewien
rozgarnięty fachowiec, po przeczytaniu instrukcji stwierdził, iż tej podłogi
nie można ułożyć w ten sposób. Ułożenie podłogi na ekspozycji w sklepie jak
najbardziej to potwierdzało.
Tak więc gwarancja 15-to letnia okazała się tylko sposobem na sprzedaż.

Producent oferował 10 lat gwarancji na stelaż podwieszany marki valsir. Prawie
każdy sprzedawca wyśmiewając tę ofertę twierdził, że firma nie utrzyma się tyle
czasu na rynku. Ludzie wtajemniczeni mówili, że to tylko wyskok reklamowy
względem konkurenta.

Słowa przedmówcy dotyczące jakości mebli IKEA potwierdzam.
Około 6 lat temu kupiłem pierwsze elementy regału niklas, a 4 lata później
dokupiłem kolejne elementy (obecnie nie ma go w ofercie). Jednym z powodów
zakupu była ich uniwersalność, jak również możliwość rozbudowy. Jeśli chodzi o
elementy "drewniane" (płyta wiórowa fornirowana i lakierowana) to miały
zachowaną kolorystykę i wzór. To duży plus biorąc pod uwagę fakt, że w
międzyczasie zmienił się producent (IKEA przeniosła produkcję na wschód).
Niestety elementy stalowe, które wchodzą w skład regału, nie były powielone już
tak dokładnie.
Po kilku latach stwierdzam, że półki nie wytrzymując niedużego obciążenia
odkształciły się, lakier na fornirze zaczął reagować chemicznie pod wpływem
światła i styku z gumą, a lakier na elementach stalowych nierównomiernie
zmatowiał.

Wygląda na to, że użyte materiały nie były zbyt wysokiej jakości.
Teraz musi być jeszcze gorzej, tak przypuszczam, ponieważ takie są tendencje
większości producentów – masówka, taniocha i bylejakość.

  [C]Test na sprawdzenie samego siebie :))
rozumiem ze w tym wzorze masz sume po kelejnych punktach, dx = x2-x1, x1y1 to
punkt 'aktualny', a x2y2 - 'natepny'?
troszke Cie zmartwe - to nie tak.. ten wzor to zywcem wzieta calka z 'linii
lamanej' ale.. liczaca pole miedzy ta linia a osia OX. to w zaden sposob nie
policzy Ci Pola np. trojkata (0,0),(1,10),(5,5).

ogolnie, kazda figure mozna rozbic na 'linie lamane' (np. najprosicej linie
rysujaca 'gorna granice figury' i 'dolna granice', polaczone koncami daja
figure). dla kazdej takiej 'linii lamanej' mozna przy pomocy tego wzoru co
podales obliczyc pole pod ta linia (tzn. miedzy ta linia a osia OX). teraz, w
zaleznosci od tego jak dokladnie te linie sa ulozone w przestrzeni, wystarczy
pododawac lub poodejmowac je odpowiednio miedzy soba (co dokladnie - zalezy jak
podzieliles figure na linie.. w przypadku podzialu liniagorna/liniadolna
wystarczy odjac).
figura z zaznaczonymi wierzcholkami wyraznie:
_____________
____X___X____
___/_\_/_\___
__/___X___\__
_X_________X_
__\___X___/__
___\_/_\_/___
____X___X____
_____________
(ciekawe czy obrazek sie skopie.. jak tak, wklej go do notatnika)
figura wyglada tak (wierzcholki nie maja szerokosci ani wysokosci!!):
__________
___//\___
__/____\__
__\____/__
___//___
__________

lewy-dolny rog obrazka to 0,0.
wierzcholki figury to: (4,1),(5,2),(6,1),(8,3),(6,5),(5,4),(4,5),(2,3),(4,1)
'linia gorna' figury: (2,3),(4,5),(5,4),(6,5),(8,3)
'linia dolna' figury: (2,3),(4,1),(5,2),(6,1),(8,3)

pole pod gorna:
2*4 + 1*4,5 + 1*4,5 + 2*4 = 25kratek kwadratowych
pole pod dolna:
2*2 + 1*1,5 + 1*1,5 + 2*2 = 11kratek kw.
czyli pole figury to:
25-11 = 14kratek kw.

liczac z rysunku -
8 pelnych kratek, pole pelnej wartosci => 8
12 lini ukosnych, pole=polowa kratki => 6
razem = 14kratek kw.

sposob zawsze dziala, jest to dokaldne przeniesienie matematycznej metody
obliczania powierzchni figur. niestety.. czesto trudno jest napisac kawalek
kodu ktory dokladnie podzieli nam figure na 'linie gorna' i 'linie dolna',
zwlaszcza gdy na przyklad figura sama sie przecina ze soba - np. narysuj figure:
(0,0)->(4,4)->(0,4)->(4,0)->(0,0)
widac od razu, ze tylko i wylacznie operujac na zbiorze punktow ktory rysujesz
nie da sie okreslic 'linii gornej' i 'linii dolnej' bo.. rysujacy sprytnie
pozbyl sie punktu (2,2). algorytm ktory by okreslal linie gorne i dolne figur,
musialby zauwazac ze linie figury sie przecinaja, i dodawac ten punkt do zbioru
rysujacego figure. ale to juz inna bajka :)

  Wiceburmistrz zatrzymany za posiadanie narkotyków
A JA POPIERAM LEGALIZACJĘ MARIHUANY !!! (PODPISY!)
I nie tylko że jestem ZA,
ale uważam że należy w tym celu zbierać podpisy.
hyperreal.info/legalize
- tu można znaleźć wzory druków i inne informacje o akcji. Trzeba zebrać 100
tysięcy podpisów - WYŁĄCZNIE od osób pełnoletnich, i od każdej z nich PO TYLKO
JEDNYM PODPISIE. Potem przesłać wypełnione druki na podany adres.

Na rzecz legalizacji marihuany istnieje wiele powodów zarówno moralnych (co
państwu do tego co ludzie dorośli robią ze swoimi ciałami), jak i
ekonomiczno-społecznych (np. wyrwanie tego interesu z łap mafii, możliwość
kontroli jakości (w tym czystości - braku dodatków) i znacznej obniżki cen,
możliwość kontrolowania wieku kupujących (np. 18 lat i wyżej, albo 21 lat i
wyżej, odciążenie policji od tej ABSURDALNEJ walki i przeniesienie większej
ilości jej sił na walkę z bandytami i złodziejami).

A przy okazji, to jestem LIBERTARIANINEM - zwolennikiem pełnej wolności
jednostki, którą ogranicza tylko wolność drugiej jednostki. I uważam, że
czlowiek dorosły ma pełne prawo robić ze swoim ciałem co zechce - nawet rzeczy
głupie, i sam za nie odpowiada. jestem PRZECIWNY wtrącaniu się państwa w takie
wybory, tak samo też jak wydawaniu przez nie pieniędzy na ściganie osób, które
ich dokonują lub w tym pomagają.

Nie paliłem, nie palę i nie zamierzam tego robić, tak samo jak nie mam nic
wspólnego z narkobiznesem i nie chcę mieć.

W Imię Wolności,
Krzysztof "Critto" Sobolewski
liberter.webpark.pl
współpracownik liberator.lbl.pl (liberator.org.pl - nowy adres)

  Wybory prezydenckie w Meksyku
Witajcie,

wczoraj zaczely znikac namioty zwolennikow Obradora rozstawione wzdluz
glownej arterii miasta i blokujace centrum miasta. Szesc tygodni protestow
zmeczylo mieszkancow miasta i protestujacych. Jedyna rozsadna sprawa bylo
zakonczenie protestu w tej formie. Moj uklon dla meksykanskiej demokracji.
Obrador uniknie rowniez konfrontacji z wojskiem odbywajacym swoje parady
podczas dzisiejszego swieta narodowego. Byly burmistrz miasta, Obrador,
postanowil stworzyc nowy postepowy front opozycyjny i opozycje swoja przeniesc
z ulic do parlamentu. Postanowil zostac liderem rzadu cieni. Zdecydowal na
wzor amerykanskiego Martina Luter Kinga stac sie rzecznikiem biednych i
ucisnionych w Meksyku.

Pariss, como andas?

w dwudziestotrzykliowa walizke zmiescisz sie doskonale. Warto jednak
rozejrzec sie za ta na kolkach. Jezeli nie lubisz prasowac to dobrze
jest przelozyc warstwy odziezy zwyklym workiem plastykowym z pralni.
Nic sie nie gniecie wowczas. Przemysl piekny/kosmetyczny jest bardzo
dobrze rozwinety w Meksyku. Nie gorzej niz w Polsce a wiec zawsze bedziesz
mogla uzupelnic swoje braki w kosmetykach na miejscu. Siostrze mozesz
kupic bardzo popularny motyw okraglego srebrnego kalendarza azteckiego do
noszenia jako amulet na szyi.

Kasia podala Tobie link do popularnego watku na forum turystycznym
- "Zdjecia z podrozy". Jest tam kilka watkow zdjeciowych z Meksyku
i duzo ladnych, meksykanskich, zdjec. Zagladaj tam. Pewna wiedze nabywa
sie wraz z zainteresowaniami. Zaczelas sie interesowac Meksykiem i zobaczysz
jak szybko bedzie sie ona teraz powiekszala. A po pobycie w Meksyku wiedza
Twoja rozwinie sie w postepie geometrycznym :).

Twoje losy "trafil-trafil" na dzisiejsze losowanie www.powerball.com
03 07 31 38 54 PB 17,
14 16 18 42 49 PB 05. Mucho lana!
Przy odrobinie szczescia (suerte) od poniedzialku bedziesz podrozowala tylko
z torebka, kartami kredytowymi, ksiazeczka czekowa i wlasna wizazystka :).
I tego Tobie zycze razem z udanym weekendem.

Saludos,
m.

  Inwestycje mieszkaniowe przy planowanych trasach
Zadzwoniłem.

Odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że zostałem rozszyfrowany. Zwłaszcza jak
zacząłem wypytywac o WZiZT lub miejscowe plany zagospodarowania terenu.
Na pytanie o Trasę NS, która planowana jest w pobliżu, miła Pani po drugiej
stronie słuchawki odpowiedziała, że informacja na ten temat jest zawarta w
umowie z klientem. Nie ma wiec mowy o tym, by ktokolwiek został oszukany i
kupił mieszkanie bez świadomości w co tak na prawde się pakuje.
Pani zaproponowała mi, że przyśle wzór umowy z klientami.
Podałem adres siskom_tak@gazeta.pl.

- Przecież na Pańskiej stronie sa plany przebiegu Trasy NS - usłyszałem zaraz
po podaniu adresu e-mail.

W umowie rzeczywiście jest zapis o trasie NS i to już na samym początku.
www.siskom.waw.pl/materialy/inne/umowa-szczesliwy-dom.doc
UMOWA
PRZEDWSTĘPNA SPRZEDAŻY NR 0607…/…/W/B2

§1
OŚWIADCZENIA SPRZEDAJĄCEGO
(...)
2. SPRZEDAJĄCY oświadcza, że opisana nieruchomość położona jest na terenie
przeznaczonym pod funkcje mieszkaniowo-usługowe MU-28, przy czym część
południowo zachodnia tej nieruchomości położona jest na terenie przeznaczonym
pod projektowaną trasę ekspresowa N-S, co wynika z decyzji nr 127/Oc/00 GC o
warunkach zabudowy i zagospodarowania opisanego terenu, wydaną przez Burmistrza
Gminy Warszawa Centrum dnia 27 września 2000 roku.

3. SPRZEDAJACY oświadcza, że posiada ostateczną decyzję - pozwolenie na budowę
z dnia 19.01.2001 r. nr 9/O/N2001/GC zmienioną decyzją Prezydenta m. st.
Warszawy nr 486/Och/A/2005 z dnia 20.07.2005 r. zatwierdzającą zamienny projekt
architektoniczno-budowlany zespołu zabudowy wielorodzinnej z usługami, garażem
podziemnym i infrastrukturą techniczną na terenie działki nr ewid. 5/1 z obrębu
2-03-17 położonej przy ul. Włodarzewskiej 87 w Warszawie, która to decyzja
w toku postępowania administracyjnego stała się ostateczna z dniem 16.08.2005 r.
SPRZEDAJĄCY wyjaśnia, że prawa wynikające z decyzji nr 9/O/N2001/GC z dnia
19.01.2001 r. zostały przeniesione na SPRZEDAJĄCEGO ze Spółki Syriusz-Grupa
Inwestycyjna Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu na podstawie ostatecznej
decyzji Prezydenta m. st. Warszawy nr 193/Och/A/2004 z dnia 4.06.2004 r.

  Sankcjonowanie kradzieży naszych mieszkań?
Sankcjonowanie kradzieży naszych mieszkań?
Bodajże w sobotę Rzeczpospolita podała informacje o pracach ministerstwa
transportu i budownictwa oraz parlamentu nad kolejną nowelizacją prawa
spółdzielczego.
Nie wnikając w szczegóły, wynika z tej informacji, że nadal posłowie chyba
wszystkich opcji politycznych, od lewa do prawa, myślą nad usankcjonowaniem
prawnym kradzieży mieszkań spółdzielców. Bo skoro uparcie twiedzi się,
zgodnie z poniższym cytatem z tej informacji, że:
"spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu - właścicielem takiego mieszkania
jest spółdzielnia, jej członkowi przysługuje ograniczone prawo rzeczowe; może
je sprzedać, wynająć, podlega ono dziedziczeniu oraz egzekucji, w razie
upadłości spółdzielni wchodzi w skład masy upadłościowej",
to zachodzi pytanie, skąd to spółdzielnia miała pieniądze na te mieszkania?
Przecież, jesli chodzi o mieszkania własnościowe, to sami spółdzielcy
sfinansowali ich wybudowanie wraz z towarzyszącą infrastrukturą a wiec sa ich
włąścicielami. Chyba nigdy nie przenieśli prawa swojej własności na
spółdzielnie. Natomiast utarło się od lata, że spółdzielnie wykazują jako
swój majątek nasze mieszkania! Najniebezpieczniejsze w tych pomysłąch jest
to, że w razie upadłości spółdzielni syndyk może położyć łapę na naszych
mieszkaniach dlatego tylko, że spółdzielcy nie moją praktycznie żadnego
wpływu na gospodarkę spółdzielni, bo obowiązujące prawo jest nieegzekwowalne
za przyczyną prawie wszystkich instytucji powołanych do stania na jego
straży! I za te niedoskonalości funkcjonowania państwa jak zwykle ma płacić
prawie całym swym majątkiem zwykły spółdzielca.
Można jeszcze zrozumieć, że tak czyniła komuna, ale żeby prawie w 20 lat po
jej upadku jej niby przeciwnicy, PiS i LPR, miały takie pomysły, to nie
mieści się w głowie przecietnego spółdzielcy! Czyżby teraz przedstawiciele
tych partii też chcieli trochę uszczknąć z cudzego majątku wzorem swoich
niechlubnych poprzedników?

  DRODZY SĄSIEDZI Z CZĘSTOCHOWY I RADOMIA!!!
> Podsumowując kilka powód dla których Radom i Kielce nie powinny być w jednym
> województwie:
> inne historie Radom walczył z komuną a Kielce wiadomo zawsze byli uwielbiani
> przez komunistów z PZPR Radom to 227 tys.ludzi a Kielce to 208 tys. ludzi

E no KR! tak mało powodów znalazłeś? Nie starasz się... A ja w Ciebie tak
wierzyłem. Ja bym dodał jeszcze kilka. Np. to, że Kielce zaczynają się na
literkę "k", a Radom na "r". Że w Kielcach główny deptak miejski to
Sienkiewicza, a w Radomiu Żeromskiego. Ja też aż się dziwię, że komuś mogło
przyjść do głowy wspólne województwo. Przecież te miasta są całkiem inne.
Ciekawe chociaż, czy język urzędowy w obu miastach jest ten sam ... :)))

No, ale widzę, że chociaż wątek martyrologiczny poruszyłeś standardowo, chociaż
prosiłem Cię kilkukrotnie, abyś nie bezcześcił pamięc robotników radomskiego
czerwca. Widzę, że jednak do Ciebie nie dociera... Ale skoro już zacząłeś:

> wszystkie inwestycje które miały być w Radomiu po 1976r. przeniesiono za karę
> do Kielc

I jaki ma to związek z czasami, kiedy Kielce i Radom były w jednym województwie?
W 1976r. Radom był już oddzielnym miastem wojewódzkim, a więc decyzje o
ewentualnych inwestycjach, które postanowiono przenieść do Kielc, nie leżała już
w gestii Kielc! Rozumiesz? Czy mam to napisać bardziej łopatologicznie? Więc
jeżeli masz jakieś ukrywane żale o ten okres to proszę kierować do obecnej
stolicy Waszego województwa! Poza tym intryguje mnie, jakie to miały być te
inwestycje? Poproszę kilka przykładów, ale konkretnych. Tylko nie mów o
nadajniku na Św. Krzyżu, bo zaraz padnę. A jak podasz ten przykład, to bierz
tego strupa do Radomia, bo to wielkie przekleństwo tego pięknego miejsca.

A tak poza tym, to znajomy z Radomia mówił, że po wydarzeniach czerwca 1976r
cała Żeromskiego, niejako aby ugłaskać mieszkańców Radomia, została bardzo
gruntownie odremontowana (łącznie z elewacjami kamienic) i podobno wówczas
wyglądała rewelacyjnie. Więc, gdybym był taki małostkowy, to pewnie snułbym
kolejną teorię spiskową na wzór tych, które Ty uskuteczniasz na tym forum już od
jakiegoś czasu... Ale nie jestem imbecylem!

> ostatni powód chyba najważniejszy obamiasta sie nie nawidzą , ostatni przykład
> mecz 8 czerwca 2005r. Radomiak - Korona

Co to znaczy, że "oba miasta się nie nawidzą"? Mów za siebie! Bo ja mam wielu
bardzo dobrych znajomych w Radomiu.

Pozdrowienia z bratnich Kielc

  Kradzież naszych mieszkań
Kradzież naszych mieszkań
Sankcjonowanie kradzieży naszych mieszkań
piątek, 10 marzec 2006
Tak oto zaniepokojony spółdzielca z Warszawy zatytułował swój list skierowany
do naszego Stowarzyszenia. Jego oburzenie wywołują zapowiedzi kolejnych zmian
prawa spółdzielczego.

Poniżej przedstawiamy pełną treść listu:

Bodajże w sobotę (4 marca 2006 r - przyp. red.) Rzeczpospolita podała
informacje o pracach ministerstwa transportu i budownictwa oraz parlamentu
nad kolejną nowelizacją prawa spółdzielczego. Nie wnikając w szczegóły,
wynika z tej informacji, że nadal posłowie chyba wszystkich opcji
politycznych, od lewa do prawa, myślą nad usankcjonowaniem prawnym kradzieży
mieszkań spółdzielców. Bo skoro uparcie twierdzi się, zgodnie z poniższym
cytatem z tej informacji, że: "spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu -
właścicielem takiego mieszkania jest spółdzielnia, jej członkowi przysługuje
ograniczone prawo rzeczowe; może je sprzedać, wynająć, podlega ono
dziedziczeniu oraz egzekucji, w razie upadłości spółdzielni wchodzi w skład
masy upadłościowej", to zachodzi pytanie, skąd to spółdzielnia miała
pieniądze na te mieszkania?

Przecież, jeśli chodzi o mieszkania własnościowe, to sami spółdzielcy
sfinansowali ich wybudowanie wraz z towarzyszącą infrastrukturą, a wiec są
ich właścicielami. Chyba nigdy nie przenieśli prawa swojej własności na
spółdzielnie. Natomiast utarło się od lat, że spółdzielnie wykazują jako swój
majątek nasze mieszkania! Najniebezpieczniejsze w tych pomysłach jest to, że
w razie upadłości spółdzielni syndyk może położyć łapę na naszych
mieszkaniach dlatego tylko, że spółdzielcy nie mają praktycznie żadnego
wpływu na gospodarkę spółdzielni, bo obowiązujące prawo jest nieegzekwowalne
za przyczyną prawie wszystkich instytucji powołanych do stania na jego
straży! I za te niedoskonałości funkcjonowania państwa jak zwykle ma płacić
prawie całym swym majątkiem zwykły spółdzielca.

Można jeszcze zrozumieć, że tak czyniła komuna, ale żeby prawie w 20 lat po
jej upadku jej niby przeciwnicy, PiS i LPR, miały takie pomysły, to nie
mieści się w głowie przeciętnego spółdzielcy! Czyżby teraz przedstawiciele
tych partii też chcieli trochę uszczknąć z cudzego majątku wzorem swoich
niechlubnych poprzedników?

spółdzielca z Warszawy
(imię i nazwisko znane redakcji)

  Treśc umowy notarialnej - kiedy mogę ją poznać
Treśc umowy notarialnej - kiedy mogę ją poznać
Witam.

Jest mieszkanie obecnie spółdz - własnościowe i teraz czekam tylko na termin od spółdzielni kiedy u notariusza i ktoś ze spółdzielni
podpisze umowę przeniesienia na mnie prawa własności odrębnej tego mieszkania i współwłasności gruntu.
Chciałem poznać wcześniej treść tej umowy aby się zapoznać czy
niema tam nic niekorzystnego dla mnie (podobno różne spółdzielnie próbują ułożyć niekorzystnie dla członka spółdz. umowę, piwnice itp) ale powiedziano mi w spółdz. ze nie mają takiej umowy bo to notariusz układa (ze to standardowa umowa) i on mi to przeczyta przed moim podpisaniem.
Tylko ze w ciągu paru minut to co ja będę z tego wiedział?.
Dodatkowo znał będę termin podpisania i który notariusz
tylko parę dni lub tydzień wcześniej (z kilkoma działają i nie chcą podać teraz który).

Mam pytania:
1) czy rzeczywiście spółdz. nie ma szablonu umowy
(bez m2, kwot, danych osoby itp)przecież to ona zawiera ze mną umowę
i co chce mi przekazać i na jakich warunkach a nie notariusz któremu spółdz. mówi o co chodzi. Jeżeli ma to czy musi mi go dać.
2). jeżeli pyt 1 jest ze niema to:
czy notariusz da mi taką umowę - szablon jak pójdę do niego prawie ze nie umówiony (kilka dni wcześniej przed podpisaniem, a na termin zapisu do niego to pewnie czasu przed terminem nie starczy.

Czy ma obowiązek dania mi takiego wzoru niewypełnionego danymi, ale żebym znał punkty i paragr. umowy.
Bo jeżeli niema to co muszę brać prawnika żeby był prze podpisaniu. To spore koszty i znalezienie go tylko w parę dni.
Dla mnie nie widzę tu nic tajnego ażebym nie mógł znać treści umowy wcześniej.

3). to dalszy etap.
mieszkanie to teraz spółdz-własnościowe jest na mnie, ale wcześniej po podziale majątku
w sądzie mam postanowienie sądu ustanowienie dla Mamy "służebność osobistą" tego mieszkania.
W spółdz. powiedziano mi ze tylko ja będę figurował w akcie notarialnym - w księgach wiecz.
Czy wtedy albo później jest możliwość dopisania tego ("służebność osobistą") bo chce ażeby Mama miała taki wpis.
I czy on coś prawnie zmienia (jest postanowienie sądu a niema w księgach wiecz.).
A jeżeli jest możliwość i wpis taki coś daje to czy dopisanie teraz od razu będzie tańsze niż ewentualnie za jakiś czas.

Z góry dziękuję za pomoc.

Pozdrawiam

  wspolczesna "reprezentacyjna" kuchnia polska
elegancka kuchnia polska
Oczywiście, że kuchnia polska jest elegancka. Wymieniłaś m.in.
smalczyk, skwarki i schaboszczaki, a to pozycje polskiej kuchni
chłopskiej i wzięty z dna prl-u schabowy, a nie kuchnia "miejska"
elegancka.
Opinia z pierwszej połowy XX wieku o polskiej kuchni jasno
stwierdzała, że ma ona korzenie w kuchni francuskiej. Jeśli masz
możliwość poczytania starej książki kucharskiej z końca XIX wieku,
(np. Ćwierczakiewiczowa), to zobaczysz, że podobieństwa z kuchnią
francuską są oczywiste - tzn. posiłek z wielu dań, przystawki zimne
i ciepłe. Do tego sandacze, raki itp itd... Ćwierczakiewiczowa była
wzorem dla mieszczaństwa i chociaż ci co mieli korzenie szlacheckie
lekko z niej podkpiwali, bo to były ich zdaniem tanie potrawy i
zanadto uproszczone, ale to też świadczy o prawdziwości osadzenia w
epoce.
A sklepy wtedy były doskonale zaopatrzone w to, czego zabrakło przez
50 lat prl-u, a teraz ponownie przyszło na nasze stoły - choćby
parmezan:)

Myślę, że książka Neli jest bardzo dobra. Nela "unowocześniła" swoje
potrawy kostkami rosołowymi, ale przecież pisała ją pod mentalność
amerykańską, gdzie wypisywanie, żeby gotowanie zaczynać od robienia
wielogodzinnego rosołu - całe jej przedsięwzięcie by pogrzebało.
Kiedy podejdzie się ze zrozumieniem do tych uwarunkowań, które były
jeszcze pogłębione tym, że Nela często gotowała po prostu w
hotelach - staje się jasne skąd ta "nowoczesność". Poza tym jej
przepisy i jej potrawy to świetny przykład właśnie eleganckiej
kuchni uratowanej dla XX-wiecznej i chyba dla XXI-wiecznej Polski.

Odwoływnie się do zagranicznych kucharzy nie ma sensu, a wzorzec
kuchni pięciogwiazdkowych hoteli, to wzorzec McDonalds'a dla
bogatych, czyli na każdym kontynencie w karcie prawie to samo, żeby
milionerom nie za bardzo burzyć wyobrażenia o jedzeniu.
Natomiast jeśli odwoływać się do gwiazdek Michelina, to myślę, że
zrobienie dobrych wołowych polskich zrazów, czy estetyczne podanie
kwaszonych ogórków (ale nie na gazecie) nie stanowiłoby odejścia od
promowanego przez te gwiazdki zamysłu kuchni smacznej i nie
uciekającej korzeniami od regionu. Podanie ryby po żydowsku w
galarecie (nie dla Anglików), czy befsztyków z suszonych grzybów, to
przeniesienie dań niby wigilijnych na elegancki stół, ale jakie
atrakcyjne i wykonalne wszędzie - jeśli doorganizujesz suszone
borowiki czy podgrzybki.
Jeśli ma być po polsku i elegancko, to zadanie znacznie łatwiejsze,
niż kiedy trzeba zrobić potrawy polskie, ale tanie i zwyczajne, żeby
gości nie speszyć.

  potrzebuje przykładowe podanie o przeniesienie
potrzebuje przykładowe podanie o przeniesienie
moze ktos się przenosił z uczelni swojej na inną i ma takie podanie albo jakiś wzór ? byłabym b.wdzieczna.

  WZOR podania o przeniesienie-pomocy
WZOR podania o przeniesienie-pomocy
prosze pomozcie jak to napisac

  Zasadnicze pytanie w kwestii ECE
Zed otoz ja wlasnie kieorwany doswiadczeniem jakie maisto ma z Echo zadalem to
pytanie, bo moze dosc do takiej sytuacji ze teraz nie bedzie siedziby firmy w
Szczecinie i spolka w ktorej miasto ma udzialy bedzie placic podatki w np.
Warszawie, a pozniej jak sie urzednicy zorientuja ze cos jendak jest tak z tym,
to siada do negocjacji z Ece i przeniosa siedzibe do Szczecina, ale juz za
jakies ustepstwa na rzecz Ece tak ja ma to miejsce z Echo.

Bylem kiedys w urzedzie po informacje - dosatelm odpwoiedz ze zostanie mi
udzileona owszem, ale musze sie liczyc z oplata za jej udzielenie (tu podano mi
wzor na oplate na podstawie zarzadzenia prezydenta miasta). Na moje pytanie z
jaka konkretnie opalta bede sie musial liczyc powiedziano mi zebym najpierw
zaakceptowal to ze zapalce a oni pozniej po wykonaniu pracy powiedza mi ile, po
moich kilku naciskach urzednik odpwoiedzial mi cyt: nie wiem, ale moze to byc 20
zl lub 20 tys zl.
Informacji nie uzyskalem.
Kiedys poruszylem ten problem w rozmowie z Krzystkiem pwoiedzial mi ze popiera
takie dzialanie urzednika, bo nie moze byc tak ze obywatel przychodzi do urzedu
i oczekuje jakis informacji.
Tyle jezeli idzie o moje pytania do urzedu.

Moja intencja jest zgloszenie watpliwosci.
Jednoczesnie zwaralem swoja ocene dokonania lub nie dkononania oczeiwanych
przeze mnie zapsiow w tej umowie, do czego jak sadze mam prawo i mam prawo jako
obywatel Szczecina osadzac na tej podstawie tych ktorzy rzadza miastem.

A moje watpliwosci sa sposwodowane tym ze niezgodnie z prawem Krzystek utajnil
zapisy umow i aneksow z Ece dot, budowy Kaskady - w tej materii powinien
wypelnic zarzadzenie prezydenta miasta Szczecina czego nie uczynil, a
zarzdazenie to jest oparte o ustawe o dostepie do informacji publicznej.
Mnie bardzo martwia takie sklonnosci Krzystka to utajniania przez obywatelami
dokumentow ktore w mysl prawa powinny byc jawne.

  Mam dylemat z silnikiem do Bedforda
co do BMW - silniki serii M52 i wyzej (z R6) sa dosc elektroniczne, cale
aluminiowe (czyli dosc delikatne) oraz maja plastikowy kolektor, nawet 4 sondy
lambda - ogolnie ciezkie do zagazowania. Natomiast skrzynie, o ile nie sa GM
tylko ZF sa dosc odporne. Na stronie ZF sa podane podstawowe dane jak max
przenoszony moment oraz moc - moze sie przydac. Ogolnie zasada jest taka, ze
numerowane sa one wg wzoru mHPnn gdzie m to liczba biegow a nn to numer, im
wyzszy tym wieksze obciazenia moze przeniesc. moja skrzynka to 5HP18 lub 19 ale
sa tez np 5HP24 montowane w V8kach. No wlasnie, wracajac do silnikow - motorki
M50 maja blaszany kolektor, zeliwny blok i pewnie daja rade z gazownia. Silnik
V8 - myslales o tym czy to juz przegiecie? Ze starszych silnikow (chyba m60)
byly takie 3 litrowe V8ki ;) Z nowszych tylko0 3.5, 4.0, 4.4. No jest tez V12 -
moglbys dymac tych cwaniaczkow od holowania na A4 - uwaga, prosze zjechac na
prawy pas, autolaweta jedzie z V = 230 ;)

Co do napedu - pewnie tylny dyfer z polosiami zamiast sztywnego mostu nie jest
tym czego szukasz...

Audi - w audi jest kilka V6tek malo wysilonych, prostych w konstrukcji, chocby
moj motorek 2.6 (ABC). Problemem moze byc wyjscie napedu w tył. Moze jakos da
sie skrzynie typu Q przerobic? O automatach w audi niewiele Ci powiem, kiedys
byly takie zwykle siermiezne padaki na cztery biegi, teraz sa te z mozliwoscia
recznej ingerencji, przy czym producentow skrzyn do audi bylo kilku. Jede byly
do naprawy a inne byly z japonii i nadawaly sie tylko na smietnik.

Moja bmke przywiozl mi chlop na lawecie z gniezna. Ciagna lawete omega B kombi z
dwulitrowym silnikiem i nie wiem czy nie w automacie!! Tylko, ze auto ledwo
dawało rade - 1700kg + laweta

  Nie chce papieża w Krakowie
Pondto powtarzam to, co napisałam wyżej: większość względów bezpieczeństaw
dotyczy bezpieczeństwa tych wielosettysięcznych tłumów (przemieszczania mas
ludzi, wypadków, oszołomów i szajbusów chcących zaistnieć za wszelką cenę,
nagłych zmian pogody), a nie jednago człowieka. Choć - jak pewnie wiesz - od
czasu kiedy niejacy muzułmanie posłużyli się samolotami pasażerskimi do
ustalania kto ma rację, oraz kto kogo zabije i ile razy, to ochrona pojedynczego
człowieka nabrała szerszego wymiaru niż poprzednio.
Jeśli więc przyglądam się przygotowaniom dot. bezpieczeństwa, to nie widzę
bezzasadnych posunięć. One mają przewidzieć nie to , co się stanie, ale radczej
to, co się stać może.
Co do Twojego dojazdu do pracy:
komunikaty o wizycie i jej dokładny harmnogram podane były z takim
wyprzedzeniem, że mogłeś/mogłaś ułożyć sobie życie na różne sposoby. I ustalić:
którędy dojechać do pracy, gdzie zaparkować i czy brać samochód? A może na te
dwa dni lepiej się przenieść do przyjaciół mieszkających bliżej twojej "pracy"?
(sama tak kiedyś zrobiłam).
Chyba, że wizyta Ojca Św. słuzy Ci do prezentacji poglądów, albo narzekania na
kościół. Wtedy nic Ci nie pomoże w dojeździe do pracy (c:

< skoro twierdzisz, że ta wizytacja papieska łączy sie z tak duzym ryzykiem,
to dlaczego narażacie zycie innych Krakowian ? programów wizyt religijnych czy
politycznych kacyków, jak na razie nie jestem zobowiazany czytać, poza tym ,
czasy reżimowych nakazów juz się chyba skończyły i mamy demokrację ? kiedyś
komuchy chciały aby im klaskano, teraz katolactwo. Nie klaskałem ,nie klaskam i
nie bedę klaskał.
Nie nawidzę jak mi ktoś ,cos narzuca i twierdzi ,ze to dla mojego dobra, a jak
jeszcze mi sugeruje abym wyprowadził się ze swojego domu, to krew mnie zalewa.
Małymi kroczkami, po mału, sukcesywnie wprowadzacie nam na wzór komunistów i
muzułmanów, państwo totalitarne.

  Analiza wypadku znanej pływaczki, problem 180km/h
Analiza wypadku znanej pływaczki, problem 180km/h
Czy mogło tak być ? Co o tym sądzicie ? (Nie wnikam w problem
odpowiedzialności za wypadek)

Odczyt prędkości jest uzyskiwany z przekładni w skrzyni biegów (przy
przeniesieniu informacji linką) a więc nie jest związany bezpośrednio z
prędkością samochodu tylko z prędkością obrotową kół napędzających. Tylko w
przypadku gdy samochód stoi normalnie na kołach mamy
Vsamochodu=Vszybkościomierza.

Z tego co podano to samochód dachował po zjechaniu do rowu. Jeżeli kierowca
usiłował hamować i w panice pomylił pedały (rzecz częsta u niedoświadczonych
kierowców w sytuacji stresowej) lub spadła mu noga z pedału hamulca na pedał
gazu to w rzeczywistości dodał gazu, koła wirowały szybciej i prędkościomierz
to wykazał chociaż nie była to prędkość rzeczywista samochodu tylko
domniemana (szybkościomierz w swojej zasadzie działania zakłada styk kół z
podłożem). Jeżeli potem samochód walnął o ziemię to wskazówka mogła być
zablokowana na tej prędkości chociaż nie ma ona nic wspólnego z prędkością
rzeczywistą pojazdu.

Przypuszczam, że rzeczywistą prędkość ujawnią dopiero dokładne badania
mechanoskopijne samochodu (porównanie zgnieceń karoserii i elementów
samochodu z domniemanymi uszkodzeniami wywołanymi przez siły powstałe z
deceleracji pojazdu). Tu trzeba by z fabryki ściągnąć tabele porównawcze z
testów zderzeniowych. Siły działające na samochód liczy się z wzoru F=m*a
(masa razy przyspieszenie, tu hamujące)
Znając z tabel jaka siła jest potrzebna do wykonania określonego wgniecenia,
można policzyć przyspieszenie (masa samochodu jest znana)

V=V0-a*t, gdzie V0 prędkość w momencie rozpoczęcia hamowania, a
przyspieszenie hamujące, t czas hamowania.
V0 (szukana prędkość) otrzymamy z wzoru V0=a*t (bo prędkość końcowa = 0).

Ponieważ samochód hamuje na drodze S (powiedzmy rozmiar komory silnika) to ta
droga dana jest wzorem:

S=V0*t-a*t*t/2, podstawiając V=a*t

S=a*t*t-a*t*t/2=0.5*a*t - z tego wzoru uzyskujemy przybliżony czas hamowania
na drodze S z przyspieszeniem hamującym a.

t=sqrt(2S/a), czyli V0=a*sqrt(2*S/a), reasumując

V0=(F/m)*sqrt(2*S*m/F), gdzie

V0 - szukana prędkość
F - uśredniona siła potrzebna do zgniecenia karoserii
S - długość komory silnika
m - masa pojazdu

Oczywiście jest to metoda przybliżona zakładająca ruch pojazdu tylko wg
wekotora prędkości (nie uwzględnia obrotu wokół osi itp.)
Mam nadzieję, że to zbadają !

  teoria (rachunek?) tensorów
Poczatki "tensorow"
ydorius napisał:

>
> Korepetycje to by były, i owszem, gdybym tych nieszczęnych tensorów do
> czegokolwiek potrzebował, a nie chciał je poznać dla czystej radości
poznawania
> .
>
> Ale tak, masz rację, rzeczywiście najpierw powinienem nauczyć się odróżniac
> literki składające się na słowo "nauka" od literek składających się na
> słowo "korepetycje". Jak powiedział Franciszek Bacon: "wystrzegaj sę
> przyjaciół, którzy maja usta pełne słów i kieszenie pełne dziur".
>

Yrodus, wykolowali Cie, co? i przeniesli sie gdzie indziej...
Skad sie wziely torusy.
Riemann stworzył tak zwany tensor metryczny, który zawiera informacje potrzebna
do matematycznego opisu zakrzywionej przestrzeni w N-wymiarach . W ten sposób
można opisać rożne siły natury, umieszczając je w tensorze jak kawałki
układanki. (im wieksza wartosc elementow tensora, tym wieksze pofaldowanie
przestrzenne) Jest to przedstawienie w matematycznej postaci tezy, ktora mowi,
ze przestrzen wielowymiarowa jednoczy prawa natury. ( Bez wzgledu na to, jak
pomarszczona jest "kartka papieru", tensor metryczny pozwala mierzyc jej
krzywizne w kazdym punkcie. Jesli calkowicie ja wyprostujemy, powrocimy do
wzoru Pitagorasa. Riemann zajmowal sie tez przestrzeniami wielokrotnie
polaczonymi i tunelami. Ciecie Riemanna to przyklad tunelu laczacego dwie
przestrzenie tunelem o zerowej dlugosci. ( kartke delikatnie zloz zblizajac do
siebie w pewnym miejscu i "sklej" w tym miejscu jej powierzchnie. Rysuj na
wierzchu linie. Gdy dojdziesz do sklejonego miejsca, rozetnij je i przejdz na
druga plaszczyzne.) Ciecia Riemanna obecnie sa wykorzystywane w teorii
elektrostatyki i przy tworzeniu map konforemnych. Gwoli scislosci sam Riemann
rzeczywiscie nie podal dokladnych rownan spelnianych przez tensor, co znaczy,
ze sam nie wiedzial, co powodowalo pomarszczenie kartki.

chal

  województwo płocko-radomskie
Gość portalu: Maciek napisał(a):

> Wciaz z kompa w biurze paszportowym donosze, ze sprawa zmiany administracyjnej
> wojewodztwa byla juz kiedys poruszana na tym forum, zsunela sie niestety gdzies
> tam gleboko . Sugerowalem w tamtym watku, zeby wylaczyc Warszaw jako miasto
> stoleczne ( jak Washongton DC ) a wojewodztwo mazowieckie podzielic na dwa:
> radomskie i plocke.

Generalnie zgadzam się z Maćkiem i na tym kończą się podobieństwa naszych koncepcji. Skoro już ktoś poruszył ten temat, to przedstawie moje aktualne stanowisko. Uważam, że bardzo korzystnie byłoby wyłączyć z Mazowieckiego Warszawę (nawet łącznie z jakimś wianuszkiem) na wzór Washington D.C., ale osierocone w ten sposób województwo powinno nadal mieć stolicę w Warszawie. W innym przypadku nie unikniemy niekończących się targów o to, gdzie mają mieć siedzibę instytucje wojewódzkie, a kazdy oczywiście będzie chciał wyszarpać coś dla siebie i nie liczmy na to, że podzielą się tylko Płock z Radomiem, bo dlaczego nie Ciechanów, Siedlce lub Ostrołęka? Ostatecznie skończyłoby sie to (przepraszam za sformułowanie) "rozesraniem" instytucji wojewódzkich po całym Mazowszu, co na pewno nikogo by nie zadowoliło. Dla wątpiących podam przykład z naszego podwórka: do powiatu płockiego ziemskiego nie nalezy miasto Płock (i Bogu dzięki), a mimo to nikomu nie przyszło do głowy, żeby władze powiatu przenieść do Radzanowa, Bulkowa czy Łącka.
Dla tych zaś, którzy wciąż bredzą coś o województwach płocko-radomsko-niewiadomojakich mam takie słowa: na co Wam to województwo? Dla prestiżu? Dla podniesienia samooceny? Po co nam rządowy namiestnik i kolejna banda darmozjadów w sejmiku? Porzuccie wielkościowe rojenia i weźcie się do pracy, żeby swoje miasto i najbliższą okolicę uczynić oazą dobrobytu, a wtedy wszystko jedno nam będzie, czy stolica województwa jest w Płocku, Kłodzku, Radomiu czy Pcimiu. Województwo nie rozwiąże żadnych problemów, a będzie kosztować dodatkowe pieniądze, które można lepiej spożytkować.

  Jak przygotowac sie do sprzedazy nieruchomosci????
Cześć Bzubzo,

bzubza napisała:

> Chce sie przygotowac do sprzedazy domku /z dwoma budynkami gospodarczymi i
> dzialka/, ale nie bardzo wiem gdzie szukac wzorow umow (np. wzory umow
> sprzedazy aut sa ogolnie dostepne). Czy takie wzory umow gdzies sa, czy
> takowe sporzadza juz tylko notariusz?

Umowy sprzedaży nieruchomości sporządza notariusz (i tylko notariusz) i tu od
razu dodam: umowa taka zawarta w każdej innej formie aniżeli akt notarialny nie
jest ważna.
Ty zbierasz dokumenty (wiesz jakie??), ustalasz warunki ze swoim nabywcą (typu:
jaka cena, jak płatna, kiedy wydanie, kto ponosi koszty itp.), i idziecie do
kancelarii celem zamówienia takiej umowy z podaniem warunków, które
ustaliliście. Notariusz przygotuje Wam umowę i na uzgodniony termin
przyjdziecie już wszyscy celem zawarcia umowy (do zamówienia wszyscy nie są
niezbędni)

>Na co zwrocic uwage w takiej umowie/sprzedazy, jak sie zabezpieczyc, zeby
>tranzakcja byla bezpieczna, a pieniadze znalazly sie na moim koncie??

Dla Ciebie jako sprzedającej istotna będzie jedna kwestia: właśnie pieniądze. I
tu z reguły pojawia się problem bo interesy stron są rozbieżne najczęściej: w
Twoim interesie leży abyś pieniądze dostała przed zawarciem umowy (to ma
miejsce jak strony i notariusz podpiszą a pamiętaj, że akt notarialny przenosi
własność na nabywcę), z kolei nabywca nie zawsze ma ochotę wpłacać pieniądze
przed aktem bo jakąż ma gwarancję, że umowę podpiszesz. Mniejszy problem
istnieje wtedy kiedy macie zawartą umowę przedwstępną ale tylko w formie aktu
notarialnego, przy czym kiedy takiej umowy nie ma (a niechętnie się ją zawiera
bo podwyższa koszty całej transakcji) powstaje faktycznie problem i ktoś musi
ustąpić. Jeśli nikt nie ustąpi a nadal macie ochotę doprowadzić do umowy to w
zasadzie chyba pozostaje jedynie wpłacenie przez nabywcę pieniędzy do depozytu
notariusza (notariusz przyjmuje takie depozyty) z postanowieniem, że notariusz
wypłaci te pieniądze sprzedającemu po zawarciu umowy sprzedaży a jak do niej
nie dojdzie w zakreślonym terminie - notariusz zwróci pieniądze wpłacającemu.
Niestety, przyjęcie pieniędzy do depozytu też jest dodatkowo płatne: notariusz
ma prawo pobrać połowę taksy (co przy kwocie np. 200.000,-zł daje kwotę 855,-zł
+ 22% VAT-u).
Tak jak wyżej napisałam wygląda sytuacja w przypadku, kiedy nabywca płaci cenę
swoimi pieniędzmi. Nieco inaczej w przypadku, kiedy posiłkuje się kredytem (co
obecnie nader często się spotyka).
Tu powstaje niestety problem dla sprzedającego, bo banki w większości
przypadków wypłacają kredyt po zawarciu umowy sprzedaży, czyli kiedy
sprzedający przestaje już być właścicielem. I nie ma tutaj możliwości
postanowienia np. takiego (często oczekiwane ale niemożliwe!), że własność
przejdzie jak wpłyną pieniądze - to byłaby umowa nieważna, bo nie można
przenieść własności nieruchomości pod warunkiem. W przypadku spotkania takiego
nabywcy z kredytem w Twoim interesie leży, aby umowa kredytowa została
podpisana przed umową sprzedaży, żeby wynikało z niej iż kredyt jest
przeznaczony na ten konkretny cel (nabycie tej nieruchomości) i zostanie
wypłacony przez bank na Twój rachunek, a nadto aby na tyle na ile się to uda
ustalić czy zostały spełnione wszystkie warunki uzależniające wypłatę kredytu.
Zawsze są takie warunki ustalone w umowie kredytowej a od ich spełnienia zależy
czy kredyt bank wypłaci czy nie. Sama tutaj nic nie ustalisz ale nie widzę
specjalnych przeszkód w pójściu razem z nabywcą do banku i w jego obecności tam
to ustalić. Niezależnie od tego w takim przypadku możesz się powstrzymać z
wydaniem nieruchomości nabywcy - winno być to w umowie sprzedaży postanowione.
I oczywiście dla obu stron egzekucja z art. 777 Kpc: Twoja co do wydania
nieruchomości, nabywcy - co do zapłacenia reszty ceny o ile bank by nie
wypłacił.
Wierząc, że w miarę to dla Ciebie jasne - pozdrawiam Cię serdecznie (jak coś
niezbyt jasne to się upomnij oczywiście). B.

  istnieją wyrodni rodzice....
Miałam 2 wpadki, dosyć poważne, jednak, śmiem twierdzić, nie na tyle poważne,
aby odcinac się od swojego dziecka... Znam o wiele gorsze przypadki...

I wpadka: nastąpiła, gdy miałam 15 lat. Z własnej winy miałam roczną przerwę w
nauce. Nie chcę się zagłebiać w szczegóły. Ogólnie – po wyrzuceniu mnie z LO
załatwiłam sobie sama przeniesienie do innego LO, do którego jednak... nie
poszłam. To udawanie, ze chodzę do szkoły trwało 2 tygodnie. Te 2 tygodnie to
był jeden jedyny raz, kiedy moja siostra mnie kryła, nie wydała... Tyle tylko,
ze oznajmiłam jej, ze jeśli mnie wyda to popełnię samobójstwo. Nie mówiłam tego
poważnie, niemniej ona uwierzyła. Tak, przyznaję, popełniłam wielki błąd, czy
jednak niewybaczalny? Wyobraźmy sobie że po prostu nie zdałam lub za pierwszym
razem nie dostałam się do liceum... Miałam wtedy poważny kryzys psychiczny.
Nikt mnie nie rozumiał. Chodziłam nawet na pseudoterapię do pewnej pani
psycholog, ale to na nic się zdało, gdyż głównym moim problemem była chora
sytuacja w rodzinie, teraz już jawne odrzucenie i brak akceptacji. Pani
psycholog próbowała coś z tym robić, ale jakie skutki może odnieść terapia,
jeśli matka nie przyszła na ani jedno spotkanie zas ojciec przyszedł raz i
więcej nie poszedł? W domu nawrzeszczał na mnie że przynosze mu wstyd i że musi
o intymnych sprawach opowiadać obcej osobie. Tak, powiedziałam prawie o
wszystkim pani psycholog. Jej reakcją było podanie mi prywatnego adresu i
numeru telefonu z rozkazem, abym natychmiast do niej przyszła, nawet w środku
nocy, jeśli ojciec jeszcze raz mnie uderzy... Psuedoterapia miała dwa
zakończenia: 1 – z ust pani psycholog, na wieść o tym, ze czuję olbrzymi lęk
przed wszystkim, przed wyjściem na ulicę, przed pójściem do nowej szkoły, abym
udała się do psychiatry, bo ona tu nic nie pomoże... 2 zaś – wniosek moich
rodziców do sądu rodzinnego. Terapia skończyła się w kwietniu, zostały 2 mies.
do zakończenia roku szkolnego. Wróciłam z ostatniego spotkania z panią
psycholog i oznajmiłam, ze to koniec. „Kiedy wracasz do szkoły?” „Teraz nie
wracam” Po tej rozmowie, za parę dni, matka oznajmia mi, że pojutrze o 16.00
mam się stawić w sądzie. Moje zdumienie nie miało granic. Byłam przerażona. Nie
wiedziałam, co mnie czeka. Byłam prawie pewna, ze chcę się mnie pozbyć. W
sądzie czekała na mnie matka. Nie odzywała się. Weszłam wezwana. Pani sędzia
oznajmiła mi, ze umieści mnie w OHP. Ja zdumiona, dlaczego? Dlatego, ze nie
poddaję się obowiazkowi szkolnemu. Ja w odpowiedzi, że owszem, aktualnie nie,
ale od września mam zamiar zacząć wszystko od nowa. Pani sędzia: „dobrze, zatem
proszę poprosić matkę”. Matka weszła, zaraz wyszła i nic do mnie nie mówiąc
wyszła z sądu. Ja czekałam na korytarzu jeszcze jakiś czas, nie wiedząc, co
robić, po czym wróciłam do domu. Nie wiedziałam, na czym stoję. W domu nikt się
do mnie nie odzywał. Byłam traktowana jak śmieć. Nie jadłam z nimi posiłków.
Czułam się jak kopciuszek, jadłam to, co zostało po nich. Te pół roku to był
największy koszmar mojego życia. Od tego incydentu wszystko uległo pogorszeniu.
Nigdy nie zostało mi to wybaczone, to, że będąc ich dumą i wzorem dla innych,
zostałam hańbą domową, w ich mniemaniu, rzecz jasna. Nikt ze mną nie rozmawiał,
nikt nie pytał, dlaczego, co się ze mną dzieje w środku, co mnie gnębi. Zawsze
słyszałam: jakie ty możesz mieć problemy?!? Jak będziesz dorosla to będziesz
miała problemy! Och, prości ludzie...
Po wyrzuceniu mnie ze szkoły i niepodjęciu przeze mnie obowiązku szkolnego, po
kilku miesiacach istnego piekła w domu, po nieskutecznej pseudoterapii, po raz
pierwszy poważnie myslałam o samobójstwie, po raz pierwszy, ale nie ostatni...
Nie miałam odwagi...Byłam śmieciem. Od tamtej pory nieustannie, niczym mantrę,
powtarzał mi ojciec: „nie chciałaś być kimś będziesz nikim! Wszystko!” Tak,
jakbym nie mogła zacząć wszystkiego od nowa, jakbym wszystko nieodwracalnie
popsuła... Od tamtej pory przestali nawet udawać, że mnie akceptują... Zaczął
się mój koszmar, najgorszy z możliwych, tortury psychiczne, dręczenie, jawne
odrzucenie, poczucie osamotnienia...

Koniec cz. 6
Cdn.

  murzynek bambo a rasizm
niektorzy sa psychiczni...
Kuzwa, ile z was wy polityczni poprawnie bylo w Afryce? I nie mowie o Tunezji
czy Egipcie. Pewnei nikt, badz jakies wyjatki. Dzieci Afrykanskie w wiekszosci
sa biedne i obdarte, maja czytanki w swoim jezyku (Bantu, Suahili i innych),
mieszkaja na wsiach w malych hatkach, albo w gettach na przedmiesciach duzych
miast (polecam wizyte w RPA), a te miejskie tez wcale duzo lepiej nie maja.
Bogate dzieci, albo te ktorym dobrze sie powodzi to tylko maly procent.
Teraz w ramach poprawnosci politycznej nie mozna uzywac slowa cygan, tylko rom,
nie mozna mowic "zaiwanic" bo to pochodzi od iwana czyli od rosjanina. Nalezy
cenzurowac literature, bo obraza inne narody lub jacys idioci twierdza, ze to
nie poprawne politycznie. W usa, jak wyjdziesz na ulice z napisem na
koszulce, "jestem dumny, ze jestem czarny" to jest ok, jak wyjdziesz z
napisem "jestem dumny ze jestem bialy" to mozen na sprawe o rasism sie naciac.
To jakas choroba. Nowelke o Janku Muzykancie tez nalezy przerobic, bo wyjdzie
na to, ze polskie dzieci na wsi sa biedna, umieraja z glodu i sa potencjalnymi
zlodziejami.

ość portalu: MARGARET napisał(a):

> JA UWAZAM , ZE TEN WIERSZYK JEST BARDZO RASISTOWSKI. MOWIACY, ZE
JAK "MURZYNEK"
>
> WEJDZIE DO KAPIELI, TO SIE WYBIELI ?
TO DLACZEGO JEST CZARNY, BO BRUDNY ?

Nie, bo jest czarny i nie chce byc bialy... on jet po prostu rasista.:))))
Masz jakies klopoty z interpretacja??

> MOJ SYN JEST Z MALZENSTWA TZW. "MIESZANEGO" OJCIEC Z SUDANU. CHLOPIEC
PRZED
> LATY BYL W POLSKIM PRZEDSZKOLU W WARSZAWIE NA UL KROCHMALNEJ 3.

Moja chrzesnica tez jest z mieszanego i mowi plynnie caly wierszyk Murzynek
Bambo (nie te skrocona wersje) i nie ma z tym problemu. Tylko zakompleksione
dzieci i ich zakompleksienie rodzice moga sie tu czegos doszukac.

PONIEWAZ BYL
> NIECO CIEMNIEJSZY NIZ RESZTA DZIECI,

PANI WYCHOWAWCZYNI WRAZ Z DYREKTOR
> URZADZILY SOBIE PRZEDSTAWIENIE. POWIERZCHNIA JEGO STOP BYLA NIECO
CIEMNIEJSZA
>
> NIZ SPOD I PANIE W OBECNOSCI CALEJ GRUPY PRZEDSZKOLAKOW URZADZILY PUBLICZNE
> MYCIE, ABY DOPROWADZIC SYNA DO KOLORU BIALEGO.

Sory, ale uwazam, ze klamiesz, takich idiotow to w Polsce nie ma, moze w usa,
to by sie spotkalo...

> WYSZLO.NA SZCZESCIE PRZENIESLISMY SIE DO U.S.A GDZIE TEGO RODZAJU
> SEGREGACJE OFICJALNIE NIE ISTNIEJA I FORMA "MURZYN" CZYLI NIGER JEST
> NIEDOZWOLONA W URZYCIU. GDYBY COS TAKIEGO TUTAJ SIE PRZYDAZYLO, WTEDY
BYLOBY
>
> NA WSZYSTKICH STACJACH CNN, FOX I CO KOLWIEK SIE DA.

Za to normalnie w uzyciu jest forma "Bialas" i to wlasnei jest rasizm czarnych
wobec bialych. I dla ciebie to jest ok? POza tym Murzyn nie jest odpowiednikiem
Niger. Murzyn nie jest w zadnym stopniu slowem obrazliwym. Popatrz sobie w
slowniku. W niemczech jak powiesz na kogos "Ty Polaku" to jest to okreslenie
opisujace kogos lewniwego, pijaka i tak dalej. Cz wedlug ciebie nalezy zabronic
uzywania slowa Polak???? Murzyn to murzyn i juz,... nie ma sie czego doszukiwac.

>IE MOWIAC O SPRAWACH
> SADOWYCH. DLATEGO "NIEWINNY" WIERSZYK POWINIEN ZNIKNAC Z CZYTANEK POLSKICH
> DZIECI, ZWLASZCZA, EJSTLI CHCA DOSTAC SIE DO TZW. EUROPY

Bo usa, to kraj psychopatow sadowych, babka przespie sie w facetem, a potem go
o molestowanie posadzi na kolka milionow. Matka jakies opaslego bachora podala
Mc Donalda do sadu jako przyczyne tuszy jej dziecka, a sama go tam prowadzala.
Czy to nie psychiczne? MOje dzieci beda uczyly sie calego, pelnego wierszyka o
Bambo, a jak jakas nauczycielka bedzie miala z tym problem to niech do mnei
dzwoni.
Poza tym usa nie nalezy stwiac jako wzoru do nasladowania, przeciez tam prawie
nic nie ma..kultura na sprzedaz, 70% Ludzi ma nadwage z czego 25% to slonie,
kraj atakuje inne w ramach przekazywania demokracji, po czym strzela do
demonstrujacych, ktorzy wlasnie zgodnie z prawem do demokracji maja prawo do
demonsracji. Zreszta usa, to jakas wielka paranoja...

pozdrawiam

camel

NIECH ZYJE MURZYNEK BAMBO W PELNEJ WERSJI JAKO PRZYKLAD NASZEJ
LITERATURY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Precz z
idiotyzmem poprawnosci politycznej.

  Bydgoszczanin przeciera oczy
Trójmiasto a B-T - krótki wykład o różnicach
ethanak napisał:

> Uważam że pierwsze posunięcia dotyczące połączonych AM i UMK powinny dotyczyć
> powstania międzywydziałowych kierunków jak np. biotechnologia (na wzór
> gdańskiej) [...]

Skoro zatrąciłeś o Trójmiasto, to powiem Ci tyle, że znam jego realia lepiej
niż ktokolwiek na tym forum mógłby przypuszczać. Stąd też wszelkie porównania
B+T z 3-miastem śmieszą mnie i wkurzają zarazem. Odległość 50 km pomiedzy
naszymi miastami jest po prostu zabójcza dla wszelkich tego typu koncepcji.
Polska to nie Ameryka gdzie 50 km (raczej należałoby napisać 30 mil) to nie jest
żadna odległość. U nas - póki co - to jest BARDZO DUŻA odlełość. Tak więc nie
wyobrażam sobie takiego kierunku studiów, żeby studenci w poniedziałek i wtorek
mieli zajęcia w B., a w środę i czwartek w T. Kto zapłaci za te dojazdy?

Na dowód tego, że wiem, o czym piszę, podam Ci prosty przykład. Studenci
astronomii UMK mają część zajęć w mieście (w Instytucie Fizyki) a część w
obserwatorium 15 km za miastem. I klną w żywy kamień na taki układ. I ciągle
muszą się handryczyć z uczelnią o zwrot kosztów dojazdu. Spytaj ich, jak nie
wierzysz. Więc skoro piszesz, że:

> nie wiem co by powiedzieli studenci na takie
> dojazdy - choć w Gdańsku kursują Gdańsk-Sopot i nikt jakoś nie
> narzeka

... to ja Ci powiem, co by powiedzieli. Powiedzieliby: "Na drzewo!" lub coś
nawet bardziej dosadnego.

Refleksja generalna (i "wzniosła"): jedną z najbardziej irytujących polskich
cech narodowych jest totalne ignorowanie tzw. oporu materii i snucie Bóg wie
jakich planów, choć rzeczywistość skrzeczy. Widać to świetnie na przykładzie
relacji B-T. I żeby była tzw. jasność: "wina" rozkłada się tu dokładnie pół na
pół między B. i T.

Bo tak naprawdę bodaj jedny rzeczywisty problem we wzajemnych relacjach B. i T.
jest taki oto, że dopóki pomiędzy B. i T. pociągi nie będą jeździły tak często i
tak szybko, jak pomiędzy Amsterdamem i Hagą, dopóty całe to gadanie o
"dwumieście", "aglomeracji", studiach miedzywydziałowych na zasadzie trochę w B.
trochę w T. itd., itp., etc., jest, jak to mówią Angole, "void and empty", czyli
czcze i próżne.

Co innego, jak komunikacja między naszymi Wspaniałymi Miastami będzie na
poziomie prawdziwie europejskim albo przynajmniej 3-miejskim, gdzie pociagi są
co 6 minut. Wtedy wszystkie problemy, o jakich pytluje się na tym forum, znikną
jak ręką odjął.

Podam jeszcze jeden przykład, tym razem z 3-mieskiej łączki. Pewien duży
zachodni bank miał swój oddział w Gdańsku. Aż tu pewnego dnia - a było to parę
miesięcy temu - zapadła decyzja: przenosimy się do Gdyni. No i przenieśli się.
No, i teraz pracownicy dojeżdżają do Gdyni. Jakiś problem? Żaden!!! Czy ktoś się
w Gdańsku pulta, że Gdynia to "zawistny i sprytny partner"? Nikt! (Ten "zawistny
i sprytny partner" to Twoje słowa na określenie T.)

A teraz wyobraź sobie, że coś podobnego dzieje się na linii B-T i jakaś
instytucja (firma, urząd) z B. przenosi się do T. Albo na odwrót - wszystko
jedno! Prawda, że boli? I nas i was w zależności od tego, kto komu w danym
przypadku coś "zabiera". Zresztą nie musisz sobie nic wyobrażać. Wystarczy pójść
na wątek "IKEA w Toruniu" na tym forum. Zobacz, co tam się dzieje. I na tym
prostym przykładzie widać całą różnicę między B/T a 3-miastem!

I wieeele jeszcze wody w Wiśle i Brdzie upłynie zanim to się zmieni.

K.

  Część wspólna nieuchomości
Sam jestem współautorem wspomnianej książki, lecz niestety, nie mogę zgodzić
się z zamieszczonym tam wzorem uchwały w sprawie własności lokalu i z samym
faktem, że taki wzór w ogóle w książce się znalazł.

Prawdopodobnie praprzyczyną tego było opracowane przeze mnie w 1997 r. pismo
Z-cy Prezydenta Warszawy określające, jakie elementy mają być zaliczone do
nieruchomości wspólnej w budynkach, w których Gmina Warszawa-Centrum wybrana
została zarządem wspólnoty. Załącznikiem do tego pisma był spis mówiący, że
„Nieruchomość wspólną stanowi grunt oraz części budynku i urządzenia, które nie
służą do wyłącznego użytku poszczególnych właścicieli lokali, a mianowicie:”, a
w tym:
„5. Dozorcówki (dyżurki) nie będące samodzielnymi lokalami i nie wliczone do
powierzchni użytkowej lokali w budynku;”

Chodziło więc nie o mieszkania dozorców, lecz o dyżurki.

Wspomniany załącznik do tego pisma został opublikowany w moim artykule „Granice
Nieruchomości Wspólnej” opublikowanym w miesięczniku Wspólnota Mieszkaniowa nr
12/1997 r. Może on obecnie służyć jako wzór dla podobnych uchwał, gdyż ostatnia
(z 2000 r.) nowela do Ustawy o własności lokali upoważnia same wspólnoty
mieszkaniowe do „ustalenia, w wypadkach nie uregulowanych przepisami, części
kosztów związanych z eksploatacją urządzeń lub części budynku służących zarówno
do użytku poszczególnych właścicieli lokali, jak i do wspólnego użytku
właścicieli co najmniej dwóch lokali, które zaliczane będą do kosztów zarządu
nieruchomością wspólną” (art. 22 ust. 3 p.8).

Wspólnota mieszkaniowa ma prawo decydować, jakie elementy kosztów pokrywane
będą ze wspólnej kasy, nie może jednak, nawet podejmując najbardziej ważną
uchwałę, decydować o tym co jest czyją własnością.

Nawiązując do głosów w dyskusji, pragnę stwierdzić, iż:
a) nie jest słuszne stwierdzenie, że „nieruchomością wspólną jest to, ... czego
prawnie nie wyodrębniono”, albowiem tylko w nielicznych przypadkach
wyodrębnione zostały w budynkach wszystkie lokale – w znakomitej większości
obok lokali wyodrębnionych istnieją także nie wyodrębnione (patrz art. 4 ust. 1
UWL);
b) nie jest słuszne stwierdzenie, że „do części wspólnej nieruchomości można
zaliczyć wszystko to czego nie da się wyodrębnić”, gdyż z części wspólnej są
wyodrębniane lokale na strychach, w piwnicach, czy też pomieszczenia
gospodarcze, a następnie przenoszona jest ich własność na nabywców, jednak do
chwili przeniesienia własności są one elementami nieruchomości wspólnej.

Właściwym określeniem jest podane przez pytol2000 „Przedmiotem współwłasności
jest w nieruchomości wszystko, co nie jest własnością indywidualną
poszczególnych właścicieli lokali – osób fizycznych lub prawnych”.

Problem jednak nie leży w definicji, lecz we właściwej realizacji. W wielu
przypadkach istnieją bowiem spory co do własności poszczególnych pomieszczeń,
np. zlikwidowanej 20 lat temu i wynajętej komuś kotłowni, czy piwnicy o którą
wiele lat temu poszerzony został sklep.

W pewnych granicach istnieją drogi dojścia do prawdy, ale jest to już problem
wykraczający poza możliwości dyskusji na forum.

  Część wspólna nieuchomości
Czy w Pana rozumieniu "cześć wspólna" i "współwłasność" to to samo?
A jeszcze mogą być odrebne lokale stanowiące własność wspólnoty, prawda?
JaC

> Sam jestem współautorem wspomnianej książki, lecz niestety, nie mogę zgodzić
się z zamieszczonym tam wzorem uchwały w sprawie własności lokalu i z samym
faktem, że taki wzór w ogóle w książce się znalazł.
> Prawdopodobnie praprzyczyną tego było opracowane przeze mnie w 1997 r. pismo
Z-cy Prezydenta Warszawy określające, jakie elementy mają być zaliczone do
nieruchomości wspólnej w budynkach, w których Gmina Warszawa-Centrum wybrana
została zarządem wspólnoty.
> Załącznikiem do tego pisma był spis mówiący, że „Nieruchomość wspólną stanowi
grunt oraz części budynku i urządzenia, które nie służą do wyłącznego użytku
poszczególnych właścicieli lokali, a mianowicie:
R 21;, a w tym:
„5. Dozorcówki (dyżurki) nie będące samodzielnymi lokalami i nie wliczone do
powierzchni użytkowej lokali w budynku;”
> Chodziło więc nie o mieszkania dozorców, lecz o dyżurki.
> Wspomniany załącznik do tego pisma został opublikowany w moim
artykule „Granice Nieruchomości Wspólnej” opublikowanym w miesięczniku
Wspólnota Mieszkaniowa nr 12/1997 r.
> Może on obecnie służyć jako wzór dla podobnych uchwał, gdyż ostatnia (z 2000
r.) nowela do Ustawy o własności lokali upoważnia same wspólnoty mieszkaniowe
do „ustalenia, w wypadkach nie uregulowanych przepisami, części kosztów
związanych z eksploatacją urządzeń lub części budynku służących zarówno
> do użytku poszczególnych właścicieli lokali, jak i do wspólnego użytku
właścicieli co najmniej dwóch lokali, które zaliczane będą do kosztów zarządu
nieruchomością wspólną” (art. 22 ust. 3 p.8).
> Wspólnota mieszkaniowa ma prawo decydować, jakie elementy kosztów pokrywane
będą ze wspólnej kasy, nie może jednak, nawet podejmując najbardziej ważną
uchwałę, decydować o tym co jest czyją własnością.
> Nawiązując do głosów w dyskusji, pragnę stwierdzić, iż:
a) nie jest słuszne stwierdzenie, że „nieruchomością wspólną jest to, ...
czego prawnie nie wyodrębniono”, albowiem tylko w nielicznych przypadkach
wyodrębnione zostały w budynkach wszystkie lokale – w znakomitej większości
obok lokali wyodrębnionych istnieją także nie wyodrębnione (patrz art. 4 ust. 1
UWL);
b) nie jest słuszne stwierdzenie, że „do części wspólnej nieruchomości można
zaliczyć wszystko to czego nie da się wyodrębnić”, gdyż z części wspólnej są
wyodrębniane lokale na strychach, w piwnicach, czy też pomieszczenia
gospodarcze, a następnie przenoszona jest ich własność na nabywców, jednak do
chwili przeniesienia własności są one elementami nieruchomości wspólnej.
> Właściwym określeniem jest podane przez pytol2000 „Przedmiotem współwłasności
jest w nieruchomości wszystko, co nie jest własnością indywidualną
poszczególnych właścicieli lokali – osób fizycznych lub prawnych”.
> Problem jednak nie leży w definicji, lecz we właściwej realizacji. W wielu
przypadkach istnieją bowiem spory co do własności poszczególnych pomieszczeń,
np. zlikwidowanej 20 lat temu i wynajętej komuś kotłowni, czy piwnicy o którą
wiele lat temu poszerzony został sklep.
> W pewnych granicach istnieją drogi dojścia do prawdy, ale jest to już problem
wykraczający poza możliwości dyskusji na forum.

  Utrwalali piękno Kielc - felieton Stanisława Żaka
Gość portalu: Jakub napisał(a):

> Może kilkanaście przykładów na ilustrację tej tezy o złych podpisach? Może są
> dobre?

Dobrze. Nie chce być gołosłownym...
W albumie nie ma praktycznie prawie żadnych informacji o historii obiektów -
wśród nielicznych trochę szerzej opisanych są wspomniane błędy:
-str. 10 to wspomniany Gmach Leonarda. Jest napisane, że wzniesiono go w 1756
r. przy kościółku Św. Leonarda jako klasztor, a w latach 1816-18 mieściła się w
nim siedziba Komisji Wojewódzkiej. W rzeczywistości w 1756 r. wyremontowano
kościółek Św. Leonarda (z 1598 r.), a Gmach Leonarda (klasztor) zaczęto stawiać
z fundacji bp Sołtyka dopiero w latach 70-tych - w 1788 r. był jeszcze w stanie
surowym.
W roku 1816 r. uchwalono przeniesienie władz województwa krakowskiego do Kielc,
ale fizycznie nastąpiło to dopiero w 1818 r. Komisja mieściła się w Gmachu
Leonarda (jego częścią był przebudowany do celów świeckich kościółek) od 1818
r. do 1845 r. kiedy Kielce utraciły (na 22 lata) status miasta gubernialnego.
Gmach Leonarda zburzono w 1974 r., bo postanowiono właśnie w tym miejscu
zbudować nowy teatr (dzisiejszy KCK),
- str. 21 - jest napisane: "Plac i figura Św. Tekli stojąca w północno-
wschodniej pierzei Rynku od 1765 r." W rzeczywistości figura stała od 1765 do
lat 30-tych XIX w. przed kamienicą "Sołtyki". Została przeniesiona po ok. 70
latach na północno-wschodnią pierzeję w związku z przebiciem (utworzeniem)
ulicy Dąbrowskiej (dzisiejszej Warszawskiej).
- na str. 33 jest "Stare kanonie przy ul. Dużej" Tymczasem na zdjęciu widać
tylko nieistniejącą dziś, a przylegającą do istniejącego do dzisiaj ogrodzenia
oficynę tzw. Dworku Laszczyków czyli wybudowanego w 1788 r. domu ostatniego
biskupiego starosty Jaworskiego. Sam dworek (nie oficyna) ma układ własnie taki
jak dawne kanonie, więc jest podawany jako "wzór", ale żadna z kanonii się nie
zachowała.

Kiepskie datowania:
- str. 32 - jest "Widok z ul. Dużej na katedrę, ok. 1914 r." Tymczasem w tle
widać budynek dzisiejszej księgarni Jedność wystawiony w 1920 r.
- str. 33 - jest "Gmach Gimnazjum Męskiego i kościół Św. Trójcy, kon. XIX w."
Tymczasem na zdjęciu widać nową sygnaturkę kościoła wystawioną w latach 1911-14
- str. 53 - "Dom Hueta, lata 1918-39" Tymczasem dokładnie ta fotografia była
wykorzystana przez Saneckiego na pocztówkę w 1915 r.
- str. 54 - "Kościół Św. Wojciecha, kon. XIX w." Ta właśnie fotografia jest z
1878 r. Podobnie str. 18, gdzie fantastyczna fotografia Rynku opisana została
też jako "kon. XIX", tymczasem wiadomo na pewno, że powstała przed 1884 r.,
gdyż kamienica Saskich jest jeszcze nie przebudowana.
- widok z Karczówki ze strony 66 też może być datowany dokładniej niż "1918-
39". Po pierwsze dlatego, że widać tylko 2 odbudowane hełmy pałacu, ale przede
wszystkim dlatego, że jest widoczna trwająca budowa kamienicy Pińczewskich przy
Żytniej - wiadomo, że zaprojektowana ona została w 1934 r. przez Wacława
Borowieckiego.
- tak ważna i oczywista Brama Krakowska na str. 44 jest bez żadnej daty, ani
opisu.
Z kolei karczma Zielonka ze str. 52 nie wiadomo przy jakiej w ogóle stała ulicy
(sam chętnie bym sie dowiedział, bo nic nie wiem o tej nieistniejącej karczmie)

Ogólnie nie widać żadnego sensownego klucza przy podpisach pod fotografiami -
jedne są trochę opisowe, inne całkowicie lakoniczne. Przy niektórych zdjęciach
aż się prosi by podać np. datę zbudowania obiektu, tymczasem takie daty
pojawiają się nie wiadomo dlaczego tylko w nielicznych przypadkach. Nie wiadomo
dlaczego nie pisze się w nawiasach dzisiejszych nazw ulic - ja akurat się tym
interesuję, ale przeciętny kielczanin może się kompletnie pogubić widząc np.
parterowe kamieniczki przy zbiegu ulic Wesołej i Lipowej. Większość zdjęć jest
oczywiście precyzyjnie datowana (na pewno były opisane), ja czepiam się tych,
których dokładna data powstania nie jest autorom albumu znana i sami próbowali
(lub nie) ją ustalić. Ogólnie - nie da się porównać z albumem "Kielce na dawnej
pocztówce" (1992), który ma świetne przygotowane przez Jerzego Osieckiego
opisy. To jest wzór do porównania.
Ale oczywiscie - poza opisami - świetne wydawnictwo (b. dobry też wstęp
Urbańskiego o historii kieleckiej fotografii)

  Dwie Wielkopolski. "Prusy" na Tuska, "Kongresów...
fritz.fritz napisał:

> inkwizytor.2005 napisał:
>
> > ritz.fritz napisał:
> >
> > > z terenow wschodnich zostali na Ziemie Odzyskanie przesiedleni.
> > Nikogo nie przesiedlano do Wielkopolski. A Wielkopolska np.dla Lubuskiego
> jest
> > wzorem i przykładem, czego nie można powiedzieć o "kongresówce

Tu mały wtręt: do Wielkopolski nie przesiedlano, ale chętnie przybywali tu
Kresowiacy, bo region dostatni i porządny. W Poznaniu dużo jest Wilniuków, same
porządne ludziska:))

> Cale szczescie, Poznaniakow nie zdolano zgermanizowac, zorganizowali jedyne,
> tak naprawde udane powstanie uwalniajac sie od Niemcow po I WS.

O którym w mediach centralnych się nie wspomina zbyt często. Zresztą, tak jak
wtedy, dziś też obowiązuje zasada "Wielkopolska poradzi sobie sama", i
konsekwentnie z budżetu otrzymujemy najmniej w stosunku do tego, co tam
wpłacamy:))

> Problem polega na tym, ze w Poznaniu nie ma gazet polskich, wszystkie sa w
> rekach Niemcow. Poznianacy sa o tym informowani, o czym wedlug Niemcow
powinni
> byc informowani i mysla to, co wedlug Niemcow myslec powinni. Jak widac
pranie
> mozgow rowniez w poznanskim robi olbrzymie postepy i poznianacy nawet glosuja
> tak, jak chca Niemcy.
Co Ty pieprzysz? fritz, odrzuć demagogię - przyczyną sukcesu Tuska i PO w
Poznaniu jest to, że Poznaniacy potrafią liczyć i analizować sytuację. Od dawna
postuluje sie tu (m.in. Wojciech Szczęsny Kaczmarek, były prezydent)
zwiększanie samodzielności budżetowej regionu i samorządów. Tu narodził się
pomysł, ignorowany przez Centrum, pozostawiania dochodów z VAT samorządom. Tu
też odrodziła się samorządność po 1989 roku. Wspomniany Kaczmarek reaktywował
związek Miast Polskich, którego wkład w przygotowywanie ustaw samorządowych był
olbrzymi - jedyny przykład zignorowania opinii Związku to 'Ustawy Warszawskie',
które spowodowały, ze przez parę lat Wawa, w rozumieniu polskiego prawa, nie
miała praw miejskich:))
>
> Jezeli sie myle, to podaj jedna poznanska polska gazete.
Z gazet wydwanych w Poznaniu: Tygodnik Poznański (polski, ale należy do
Świtalskiego) i dodatek regionalny GW, całkiem dobrze działa. W Poznaniu
powstał też 'Wprost', który się przeniósł do Wawy. zaś Gazeta Poznańska, Głos
Wielkopolski i Ekspres Poznański (który został zdegrdowany do roli wkładki w
Głosie, faktycznie zostały wykupione przez wydawnictwo niemieckie, ale pewnie
ich nigdy nie czytałeś, skoro twierdzisz, że reprezentują niemiecki pkt
widzenia. Dziennikarze są polscy, i reprezentuja pkt widzenia mieszkańców
miasta - Polaków. Poczytaj to zrozumiesz:))
> Nie trace nadzieji, ze poznaniacy tez sie poznaja co maja w Tuseku. Przeciez
z
> taka przeszloscia i tradycja z cala pewnoscia dadza znowu odpor praniu mozgow
i
>
> doktrynizacji prowadzonej przez gadzinowki ( tak nazywano gazety wydawane
przez
>
> hitlerowcow w czasie II WS; wojna sie skonczyla, gadzinowki wrocily ).

Nie wiem gdzie Ty mieszkasz, że u Was te gadzinówki drukują:)) U nas w Poznaniu
prasa nie jest taka zła:))